Barwna opowieść „Orfi” wciąga od pierwszych minut, bo choć bohater przywołuje znaną historię miłosną o Orfeuszu wyruszającym na poszukiwanie Eurydyki, to przełożona na współczesny język i zrekonstruowana przez Michała Buszewicza ma zupełnie nowe, oryginalne znaczenie.

Premiera monodramu Ireny Sierakowskiej „Orfi” w Teatrze im. Szaniawskiego w Wałbrzychu odbyła się za pośrednictwem internetowego streamingu. Spektakl grany tylko przez jedną aktorkę zyskał przez to oryginalny wydźwięk – osobistą, pierwszoosobową refleksję głównego bohatera można oglądać jak odcinek wideo podcastu.

Rozgrywa się w przestrzeni przypominającej wielki namiot. Bohater przechadza się po wąskim korytarzu utworzonym przez zamontowany po bokach materiał, a gdy znajduje się w tylnej części pomieszczenia, widok streamingu zostaje zmieniony i widzowie obserwują obraz z kamery zamontowanej nad sceną. Dzięki temu można nie uronić żadnego gestu czy ruchu Sierakowskiej – aktorka w każdej sekundzie monodramatu jest obserwowana przez publiczność.

Choć miejsca na widowni są puste, w kilku scenach Orfi zwraca się do wyobrażonych widzów. Najczęściej jednak kieruje swoje wypowiedzi bezpośrednio do kamery, przyjmując perspektywę odgrywania tego przedstawienia dla odbiorcy oglądającego nagranie. Czasem wykonuje także serie zdjęć selfie, co konsekwentnie pozwala budować klimat internetowego streamingu i przekazywania opowieści o Eurydyce za pośrednictwem najnowszych technologii.

Wybór takiej formy realizacji monodramu to świetny pomysł na zachowanie bardzo autentycznego przekazu – widzowie siedzący przed komputerem nie muszą wyobrażać sobie, że znajdują się w teatrze, a twórcy nie usiłują tego wrażenia na nich wymóc.

Orfi jest głównym bohaterem swojej własnej opowieści. Jako narrator może w dowolny sposób manipulować faktami, przedstawiać siebie w korzystnym świetle i narzucać odbiorcy osobistą interpretację wydarzeń.

wykorzystuje dobrze znany mit o Orfeuszu i Eurydyce, by obnażyć wady jednostronnej, pozbawionej obiektywizmu narracji. Historia miłosna zamienia się w „Orfim” w typowe one-man show, w którym „show” jest najistotniejszym elementem.

Tytułowy bohater, tak jak w klasycznym micie, jest twórcą piosenek. Pisze utwory o odejściu Eurydyki, a właściwie Eury, bo w tej historii imiona postaci też zostają przepisane na nowo. W swojej narracji wylicza plusy i minusy bycia porzuconym, opowiada o poczuciu samotności, którego ponoć nie odczuwa, ale umie sobie je wyobrazić. Najintensywniej przeżywa ten fragment historii, w którym przechodzi przez piekło, bo jak sam stwierdza, mężczyzna, a do tego artysta przechodzący przez piekło to wielka sprawa.

Pozornie postać Eury jest tu bardzo istotna, ponieważ to przez jej odejście Orfi zaczyna snuć opowieść, a następnie w celu jej odzyskania wyrusza w podróż. To jednak tylko złudzenie,  ponieważ w centrum cały czas znajduje się Orfeusz.

O tym, co robi Eura po odejściu od mężczyzny, nie wiemy nic, gdyż to nie jest jej historia. Nie poznajemy jej motywów, niewiele też zacytowanych zostaje jej wypowiedzi. Fragment, w którym Orfi przebiera się za Eurę, a także za przetrzymującego jego ukochaną Pana H, czyli Hadesa, jest rodzajem teatru w teatrze.

Chaotyczne zmiany strojów, które mają wskazywać na to, kto wypowiada się w danym momencie, są celowo kiepsko maskowane przez Sierakowską, dla podkreślenia, że wciąż jedynym narratorem jest tu tytułowy bohater. Łaskawie udziela głosu innym osobom, ale cytując ich kwestie, subiektywnie moduluje głos, podkreśla wybrane słowa i nadaje zdaniom taki wydźwięk, jaki jest mu potrzebny, by jego opowieść była spójna.

Buszewicz z zakochanego i gotowego na poświęcenia Orfeusza robi gwiazdę internetowego podcastu. Odejście Eurydyki pozwala mu jako artyście tworzyć piosenki, opowiadać i wzbudzać emocje, które Orfiemu jako człowiekowi bez reszty skupionemu na sobie są niezbędne do budowania własnego mitu. Wyeksploatowany w sztuce wątek wyruszenia za Eurydyką w podróż do piekła nabrał w tym spektaklu zupełnie nowego sensu, a rola egoistycznego, rozkochanego w sobie mężczyzny stworzyła także ogromne możliwości, ale i wyzwania aktorskie przed występującą samotnie na scenie Ireną Sierakowską.

Jako spektakl online „Orfi” broni się formą, treścią i realizacją – pozostaje jeszcze skonfrontować się z widownią na żywo, by sprawdzić, jak gwiazdor internetu poradzi sobie z zapanowaniem nad publicznością śledzącą go bezpośrednio na scenie.

 

Katarzyna Mikołajewska

Gazeta Wyborcza

link do źródła