Najnowsza premiera wałbrzyskiego teatru to, zgodnie z kwarantannową „poprawnością polityczną” monodram, ze względu na najmniejsze zgromadzenie, które realizacja teatralna przewiduje czyli jeden aktor plus jeden reżyser na próbie.

Elastyczność wałbrzyskiego teatru stała się oryginalnym konceptem, gdyż każdy premierowy monodram odsłania przed nami nowe, nieznane oblicze lokalnych aktorów, otwiera w nich wachlarz emocji i doświadczenie intymnego otwarcia się na widza. Każdą sztukę przyprawiają garścią swojej osobowości, co jest niby w teatrze jednego aktora oczywiste, ale tym razem, w obliczu zewnętrznej niepewności i chaosu, zmieniła się także percepcja widza, poszukującego swoistego katharsis, odreagowania złych emocji i oderwania się na czas spektaklu całkowicie od szaleństwa codzienności.

Tym razem swój monodramowy coming out zaprezentowała jasnowłosa, filigranowa Irena Sierakowska, która nieco zmyla swoimi warunkami zewnętrznymi, gdyż wiemy, że potrafi odtwarzać wiarygodnie silne, niezależne i harde postacie kobiece ( np. „ Zapolska”). Z tej formy też jest znana, gdyż olśniła i wzruszyła nie tak dawno publiczność monodramem „101 kostek cukru”, opartym na wspomnieniach własnej cioci z powstania warszawskiego.

W „Orfim”, który jest próbą trawestacji komiksu autorstwa Dino Buzzatiego „ Poemat w obrazkach”, opartym na starogreckim micie o Orfeuszu, wciela się w męską lub może genderową postać tytułową. Orfi wydaje się być ikoną współczesnego artysty, wykreowanego przez media, narcystycznego półboga, którego zarówno kariera, jak i życie jest obserwowane na portalach plotkarskich , w mass mediach.

Akcja spektaklu dzieje się w dziwnym, opuszczonym domu, do którego wprowadza się on razem z żoną Eurą. W przeciwieństwie do mitu, tym razem to kobieta jest tą zaginioną, którą on stara się rozpaczliwie znaleźć, przemieszczając się po wnętrzach teatru, które nakręcone są w oniryczny sposób, stwarzając klimat z filmów Almodovara. Poszukiwania żony stają się bardziej poszukiwaniami źródła swojej twórczości i neurotyczną introspekcją własnej osobowości.

„ A ja wędrowałem dalej prosto w piekielne czeluście” mówi metaforycznie, gdyż podróż w głąb siebie w imię miłości, może stać się odkryciem wewnętrznych demonów i okrutnych prawd, zablokowanych na co dzień przed innymi.

Zdążyliśmy się już przyzwyczaić do dwóch form premier, tej na żywo i tej w formie streamingu, która obecnie jako jedyna jest tylko możliwa. Teatr na pewno musi poszukać jakiś nowych środków, żeby odnaleźć utraconą cząstkę porozumienia z widzem. Nieraz aktorzy wspominali, że w czasie przedstawienia czuli energię zwrotną publiczności i że tworzyła ona razem z nimi spektakl, wpływała na ich kreacje.

Dobrze, że zachowana jest w pewnej formie starożytna zasada decorum, to znaczy, że premiera odbywa się w czasie rzeczywistym odgrywania sztuki przez aktorów. W przypadku retransmisji teatr może niebezpiecznie ujednolicić się z kinem.

 

Justyna Nawrocka
Dziennik Teatralny Wałbrzych
16 kwietnia 2021

link do źródła