Kto by pomyślał, że jedna z najlepszych ostatnio teatralnych niespodzianek powstanie z życiorysu Gabrieli Zapolskiej. Aneta Groszyńska zrobiła w Wałbrzychu spektakl o niespełnionej karierze. Wariacja na temat biografii z przełomu XIX i XX w. okazała się sceniczną petardą.

Kto by pomyślał, że jedna z najlepszych ostatnio teatralnych niespodzianek powstanie z życiorysu Gabrieli Zapolskiej. Aneta Groszyńska zrobiła w Wałbrzychu spektakl o niespełnionej karierze. Wariacja na temat biografii z przełomu XIX i XX w. okazała się sceniczną petardą.

Stanisław Brzozowski pisał surowo o Zapolskiej, że talentu starczyłoby jej na jedną porządną powieść, ale ona rozbijała go na wiele dzieł. Ostatecznie została zapamiętana właściwie wyłącznie jako autorka „Moralności pani Dulskiej”. A mogłaby – jako prekursorka polskiego naturalizmu i pionierka społecznej krytyki wymierzonej przeciw strasznym mieszczanom i obłudzie.

Rozpoczynająca się od nieudanej próby samobójczej pisarki „Zapolska. Superstar” to historia o kobiecie, która ponosi porażkę, ale jakby zupełnie jej to nie przeszkadzało. Nie traci przekonania, że ostatecznie to jej postępowy światopogląd zwycięży. Zarazem daleko spektaklowi w wałbrzyskim Dramatycznym do hagiografii. Reżyserka Aneta Groszyńska ze słabości swojej bohaterki czerpie równie wiele, co z wizji kobiety karmiącej się walką z przeciwnościami.

Wymierzone prosto w widza

Zmontowana przez Groszyńską i dramaturga Jana Czaplińskiego z listów, zapisków i fantazji sceniczna biografia Zapolskiej wciąga jak filmowy hit. Zwłaszcza że ma świetny, dynamiczny rytm; zaskakujące, ile się tu mieści w zaledwie godzinie i 20 minutach – Groszyńska może być wzorem wyczucia teatralnego montażu. Jednocześnie przedstawienie nie ma w sobie nic z hollywoodzkiego sentymentalizmu czy naiwności. W umownej, surowej scenografii sześcioro wykonawców zmienia rolę za rolą.

Aktorstwo jest siłą tego przedstawienia. Trochę chropawe, ostre, energiczne, dowcipne i oddane. Wymierzone prosto w widza, choć spektakl zaczyna się niejako tyłem do widowni – zza kulis podglądamy Zapolską na scenie. Odnosi wówczas jeden z nie tak licznych aktorskich sukcesów – w „Domu lalki” Ibsena w tournée ze lwowskim teatrem.

Widzimy scenę, w której Nora zostawia męża, opuszcza dom, gdzie traktowana była przedmiotowo – i oświadcza, że zaczyna żyć na własną rękę. Niby to słynny gest emancypacji z klasyki światowego dramatu, jednak rola Nory nie przynosi Zapolskiej satysfakcji. Konwencja teatralna wydaje jej się martwa, a publiczność – bezmyślna.

Najmłodsza generacja aktorek w natarciu

W swoim polemicznym żywiole artystka jest za to w sekwencji rozprawy sądowej – pisarka oskarżona zostaje o rzekomy plagiat. Jako główny biegły wypowiada się znudzony i zniecierpliwiony noblista Henryk Sienkiewicz (Filip Perkowski), oskarżycielem jest krytyk, „którego nazwiska już nikt nie pamięta” (brawurowo operujący frustracją i protekcjonalizmem Rafał Kosowski).

Świetne są też sceny prób obśmiewające „tajemniczość” teatralnych kulis tamtych i dzisiejszych czasów. Instrukcje podawane przez reżysera kabotyna „z bardzo amatorskiej trupy” (Piotr Mokrzycki), by wyjść poza konwencję i uruchomić w sobie nowe psychiczne pokłady – przypominają seans terapeutyczny.

Zapolskiej portret wielokrotny rozbity jest na trzy aktorki z najmłodszej generacji wałbrzyskiego zespołu. Sara Celler-Jezierska ma za sobą m.in. udaną rolę sfrustrowanej nauczycielki, ostatniej obrończyni oświeceniowych wartości w „Męczennikach” Anny Augustynowicz – spektaklu o bezradności niemieckiej szkoły wobec religijnego ekstremizmu. A Irena Sierakowska i Joanna Łaganowska w „Zapolskiej” dotrzymują jej kroku.

Odkrycie sezonu? Może, ale to nie nowicjuszka

Groszyńska – 30-latka po warszawskiej Akademii Teatralnej – zapowiada się na reżyserskie odkrycie sezonu, ale „Zapolska” nie jest jej debiutem. Warszawska publiczność może ją kojarzyć z cyklu „Fabularny przewodnik” w Klubie Komediowym, w którym razem z Michałem Sufinem i Błażejem Staryszakiem niespodziewanoe wskrzesiła tradycję kabaretu literackiego a la Starsi Panowie, z jego dość abstrakcyjnym i intelektualnym poczuciem humoru. W krakowskim Teatrze Słowackiego wystawiła jedną z nowych sztuk Iwana Wyrypajewa, a w Polskim w Bielsku-Białej – „Lalkę” Prusa.

Gdy w Warszawie krytycy kłócili się o przeładowane i uwspółcześnione na siłę przestawienie „Lalki” z Powszechnego, w omijanym przez recenzentów teatrze w Bielsku dowcipna inscenizacja Groszyńskiej w powściągliwej adaptacji Artura Pałygi pokazywała bolesną aktualność najlepszej polskiej powieści o kapitalizmie. Widocznie Aneta Groszyńska dobrze czuje się w XIX wieku. Jej nazwisko warto jednak zapamiętać – na przyszłość.

Witold Mrozek
Gazeta Wyborcza
18.11.2015

Skip to content
This Website is committed to ensuring digital accessibility for people with disabilitiesWe are continually improving the user experience for everyone, and applying the relevant accessibility standards.
Conformance status