teatr w wałbrzychu teatr w wałbrzychu
A A + A ++
ikona ikona

Nie ma myśli.
Nie ma pytań.
Nie ma odpowiedzi.
Są jedne drzwi dla wszystkich.
Nie ma cienia.
Nie ma źródła światła.
Nikt nie prowadzi badań nad źródłem światła.
Świat płaski, dwóch wymiarów, widzi odcinki. Wszystko jest odcinkiem „od-do”, ewentualnie zanika, pozbawiony głębi, tego trzeciego wymiaru. Kiedy popatrzymy na bok odcinka – pozostaje jedynie punkt – również „od-do”. Nie ma pytań.
Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu przeniósł nas do dwóch światów. Z jednej strony do świata płaskiego, bez głębi. Czym jest myśl, pytanie, argumentacja, światło, miłość w świecie dwóch wymiarów? Tylko odcinkiem. Płaską figurą, która zna swoje miejsce. I kiedy pojawia się ktoś z inną perspektywą, rozumiejącą obecność głębi, kolejnego wymiaru, brakuje pomysłów na wytłumaczenie i wyjaśnienie, aby pojawiła się akceptacja i zrozumienie. I trzeba sięgnąć w głąb siebie, ten trzeci nieznany wymiar. Trudne.
Jedna z tych powieści, która pomimo tego, że pisana w XIX w., to nadal, a w dzisiejszym świecie dążącym do totalitaryzmu szczególnie, tak bardzo aktualna. Nie szukamy odpowiedzi. Nawet nie zadajemy pytań. Pytania budzą wątpliwości, włączają myślenie krytyczne – męczą. Wolimy „odcinki”. Głębia prowokuje do zatrzymania, zauważenia, zastanowienia się i zmiany. Nie lubimy zmian. Te zawsze budzą różnego rodzaju bunty. Szczególnie wewnętrzne. W głębi.
„Flatlandia, czyli Kraina Płaszczaków” w reżyserii Krzysztofa Garbaczewskiego, to historia o konformistycznym, pozbawionym wątpliwości, systemowym świecie, gdzie wszystko ma swoje miejsce. Jakże trudno znaleźć drogę do złamania systemu. Skomplikowane treści z zakresu fizyki kwantowej, matematyki wciskają się pomiędzy gęsty tekst, jakby niechciane, na siłę, na długo, do zmęczenia, irytacji.
Naszła mnie wiercąca myśl, że może dlatego tak łatwo jest wcisnąć nas w system, poddać pełnej kontroli, narzucić konkretny sposób myślenia. Zbyt skomplikowane treści, poparte badaniami i nauką, pokazujące, że są jeszcze inne wymiary postrzegania, mogą być niewygodne. Są niezrozumiałe. Kiedy wszystko jest powiedziane, wiadome i znane, to po co to zmieniać? Tym bardziej, że naukowa, niby oczywista, argumentacja zmusza do użycia zbyt dużej energii na zrozumienie.
Mocny i przebijający się motyw kobiety. Kobiety-odcinka, która ma swoje jasno ustalone miejsce. Nie ma pytań. Może jedynie w snach pojawiają się wątpliwości, jakaś nieznana siła zadaje pytania, pojawiają się pragnienia, odpowiedzi, wymiary. Sen się kończy. Patriarchat. Kropka.
Jednak kiedy myśl zaczyna kiełkować, pojawiają się odpowiedzi, pojawia się akceptacja, zrozumienie, to wtedy system dostosowuje się do sytuacji, wtłaczając nową argumentację, która prowadzić ma jedynie do tego, czym jest system sam w sobie. Wygląda na zmianę, faktycznie wtłacza w równe szeregi. System działa. System działa. Kropka.
Świetna scenografia i wykorzystanie cyfryzacji, tworzą wielowymiarową przestrzeń, gdzie jednocześnie dzieją się różnorodne myśli.
Spektakl wymagający skupienia, chwilami męczący na tyle, aby tego nie wytrzymać i wyjść. Pomimo wszystko, warto wytrwać.
Świetny ruch sceniczny, stroje, ogrom tekstu. 90 minut treści. Słowo za słowem, zdanie za zdaniem. Brawa dla aktorów.
Na pewno warto pokusić się na ten spektakl z przygotowaniem na to, że lekko nie będzie.

Magdalena Kandefer
[link do źródła]