„Flatlandia, czyli kraina płaszczaków” w reż. Krzysztofa Garbaczewskiego w Teatrze Dramatycznym SZANIAWSKX w Wałbrzychu (premiera 20 czerwca 2025) to spektakl, który fizycznie ogląda się na kilku poziomach przestrzennych, i który można rozpatrywać w różnych wymiarach – nie tyko trzech, w których jako ludzie całkiem nieźle się orientujemy.
Z 2D, przez 3D do (prawie) 4D
Wśród wspomnianych poziomów wyszczególniłbym, po pierwsze wymiar fizyczny, dramatyczny, tj. fizyczna gra aktorska na scenie. Znajdujemy się w teatrze, ale już od początku zdaje się, że to nie aktorzy będą tu najważniejsi. Możemy ich bowiem obserwować przez półprzezroczysty ekran przysłaniający widoczność w łuku prosceniowym.
Kolejnym wymiarem jest projekcja poprzedniego wymiaru – gry aktorskiej – z lotu ptaka i jej wyświetlanie na owym ekranie. Trzeci wymiar to transformacja rejestrowanego obrazu przez algorytmy sztucznej inteligencji (ang. Artificial Intelligence/AI), z których wykorzystywania w teatrze znany jest Garbaczewski.
Ostatnim z wyróżnianych przeze mnie czterech wymiarów (choć najprawdopodobniej nie ostatnim) jest wewnętrzna projekcja, która pojawia się w widzu na skutek obserwacji wcześniejszych trzech wymiarów, ich przenikania lub też rozpatrywania każdego z nich z osobna. Ta wewnętrzna projekcja dla każdego inna, jest najpewniej różna od tego, co dzieje się na scenie, ale sprawia, że spektakl ten ma swoje momenty i potrafi zahipnotyzować.
Zaskakujące jest to, że momentami twórcom udało się stworzyć sprzyjające warunki do tego, by przenieść nas nie ze świata dwuwymiarowego (2D) do trójwymiarowego (3D), ale ze znanego nam trójwymiarowego świata do wymiaru kolejnego! Dlaczego jedynie momentami?
Czy tu kończą się pozytywy?
Niestety, pojawiające się we mnie – widzu – obrazy nie miały szansy na rozkwit, gdy już zapowiadało się bogate wewnętrzne przeżycie i wyjście z dwuwymiarowej płaskości „Flatlandii”. Zabrakło logicznego ciągu i fabularnego paliwa, przez co cała hipnoza obrazów była duszona w zarodku… Niezrozumiałe wstawki sceniczne zupełnie wyrywały z budujących się obrazów i usystematyzowanych reguł, którymi rządzi się kraina z powieści Edwina Abbotta.
Z przykrością muszę przyznać, że nie mogę wyróżnić nikogo z Zespołu SZANIAWSKX, choć każdy spektakl jest dla aktorów wymagający. Oklaski dla aktorów, będących jedynie narzędziem w rękach algorytmów i pośrednio samego reżysera nie należały do gromkich. Cóż, nie było to święto teatru, ale AI i nowych technologii… Brawa dla AI wprowadziły na widowni moment konsternacji, więc kogo oklaskiwać?
Choć jestem zwolennikiem korzystania ze zdobyczy technologicznych w codziennym życiu, bo nie ma sensu ponowne wynajdywanie koła i nie ma co ukrywać, że technologii nie ma. Nadmiar nowych mediów w teatrze lub całkowite przykrycie warstwy teatralnej animacją, projekcją, czy wytworem AI nie jest natomiast czymś, co chciałbym obserwować za klika lat jako trend w polskim teatrze…
Spektakl z racji swojej nowatorskiej i niespotykanej na co dzień formy może nie znaleźć szerokiej publiki w mieście jakim jest Wałbrzych. Być może miałby więcej szans we Wrocławiu, czy innym większym mieście. Dla fanów nowych mediów i interesujących się uczeniem maszynowym oraz zagadnieniami sztucznej inteligencji może być ciekawym doświadczeniem. Dla chcących czegoś więcej niż obserwacji triumfu technologii nad malutkimi w tego typu formie aktorami dramatycznymi, poszukałbym czegoś innego. Mimo wszystko dziękuję twórcom, w szczególności aktorom, że zdecydowali się na udział w technologicznym eksperymencie scenicznym zatytułowanym „Flatlandia, czyli kraina płaszczaków” w reż. Krzysztofa Garbaczewskiego.
Krzysztof Antonik
teatralnie.pl
[link do źródła]