Najnowszy spektakl „Sceny z życia pobożnych mieszkańców Waldenburga” w Szaniawskim jest zainspirowany kronikami parafialnymi Kościoła Zbawiciela w Wałbrzychu. Przez ich zawartość, datowaną od 1525 roku, przebrnął Przemysław Pilarski – autor tekstu dramatu. Już samo to można uznać za wyczyn, a przełożenie go na język teatru, w taki sposób, aby był nie tylko zrozumiały, ale do tego ciekawy i dowcipny, wydawać by się mogło niemożliwe.
Tymczasem w naszym teatrze dramatycznym na sceptyków czeka miła niespodzianka. Zespół artystów pod wodzą reżysera – Jacka Jabrzyka – stworzył przedstawienie bez wątpienia bardzo udane. Pomysł na teatralną opowieść o mieście w lesie i jego pobożnych mieszkańcach jest bardzo prosty. Dziadek (Irena Wójcik) opowiada wnukowi (Piotr Tokarz) o wydarzeniach sprzed 500 lat. Wiele wątków oraz postaci znajduje ilustrację na scenie. Tak poznajemy Jezusa, Marcina Lutra, Janka Grajka Proroka, pastorów, ale także prostych waldenburczyków. Zgodnie z tytułem, przedstawienie głównie skupia się na aspekcie religijnym. Choć przepychanki między zwolennikami trzech kościołów, dominujących wówczas na Śląsku, często były okrutne i krwawe, autorzy „Scen z życia…” znaleźli lekką formułę do opowiadania. We wszystkich scenach obrazujących zdarzenia z ówczesnego Waldenburga dominuje humor. Mało tego, humor z najwyższej półki. Uśmiech wywołują nie tylko dialogi, ale również zachowania postaci. Jacek Jabrzyk wraz choreografem – Szymonem Dobosikiem – dali się ponieść szaleństwu wyobraźni. Aktorzy zatem grają, śpiewają, biegają, tańczą, wiszą nad sceną, angażują publiczność do zabawy. W tym rozmachu duet reżysersko-choreograficzny nie zapomniał jednak o drobnych smaczkach jak szepty, skojarzenia, gesty. Najnowszą premierę można określić także jako spektakl zaskoczeń. Widok Marii Panny z aureolą (Angelika Cegielska), grającą na gitarze, jest bezcenny. Skoro mowa o aktorstwie, to warto podkreślić, że zespół, tym razem zdominowany przez mężczyzn, świetnie radził sobie m.in. wcielając się w postaci hierarchów kościelnych. Półtorej godziny spędzonej z nietuzinkowymi przodkami przekonują, że pomysł sięgnięcia do historycznych materiałów, głównie kronik kościoła przy pl. Kościelnym, był ze wszech miar trafiony. Spektakl, który kończy się dość niespodziewanie, pozostawia niedosyt. Chcielibyśmy poznać dalsze losy naszego miasta przepuszczone przez wrażliwość, talent i poczucie humoru zespołu artystycznego Jabrzyka. Na pocieszenie, na stronie teatru widnieje informacja, że to dopiero pierwszy spektakl z cyklu poświęconego historii, demografii i kulturze Dolnego Śląska. Nim doczekamy się kolejnej propozycji poświęconej naszym korzeniom, to warto wybrać się na „Sceny z życia pobożnych mieszkańców Waldenburga”. Spektakl nie tylko przynosi lekką zabawną formę, ale pozwala także poznać najstarszą historię Wałbrzycha.
Piotr Bogdański
WieszCo
[link do źródła]