Temat zagłady Żydów jest trudny. Kontrowersyjny. Niewyczerpany. Jednak punkt widzenia w jakim usiłuje nas postawić reżyser Shoa Show – Awiszaj Hadari jest świeży i wytrącający z pozornej równowagi.

Otóż mamy głównego bohatera – Tewe, brudnego, spoconego i zagubionego, który próbuje lawirować pomiędzy kolejnymi pasmami coraz trudniejszych do zaakceptowania nieszczęść. Początkowo z uśmiechem na ustach żartuje próbując przekonać żonę do mało atrakcyjnego kandydata na męża dla swojej pierwszej córki. Brawurowo odrzucając kandydaturę bogatego i oferującego owocną przyszłość rzeźnika. Zabawnie i groteskowo jest jednak do czasu. Bowiem kiedy nieszczęścia się zagęszczają, sytuacja robi się coraz trudniejsza. Tewe wyrzeka się swojej drugiej córki, trzecia tonie przyprawiając swoją matkę o ból trudny do zaakceptowania. W konsekwencji Tewe traci także żonę. Sytuacja robi się naprawdę makabryczna gdy po Tewe przychodzą sąsiedzi, rządni krwi i zdecydowani na wszystko pod wpływem nowej interpretacji, która kazała im uznać Żydów za obcych, zgodnie z wyznacznikiem „wszędzie biją Żyda więc przyszliśmy także po Ciebie”. W ten sposób Tewe staje się symbolicznym Hiobem, składającym z siebie samego ofiarę na koszt przyszłych pokoleń. Tych, którzy przetrwali i na okrutnie symbolicznych zgliszczach mordu przodków będą mogli zatańczyć w rytm „I willi survive”. Doskonale dosłowna scena ofiary poniesionej dla potomków, którzy na miejscach zagłady istnieją i żyją.

Wartością spektaklu jest stereotyp. Paradoksalnie uwypuklony obraz świata, w którym Żyd jest chytry, zapatrzony w pieniądze, a Niemiec gruby i stary. Wszystko to jako kwintesencja stereotypu podniesionego do rangi przerysowania po to, by uzmysłowić swój absurd.

Świetna, oszczędna i idealnie funkcjonalna scenografia, której estetyka współgra, a kiedy trzeba kontrastuje z żywiołową grą aktorską. I w tym miejscu – świetny Włodzimierz Dyła w roli Tewe. Zaskakująco groteskowy, makabryczny, dosłowny. Kiedy trzeba naturalistyczny. Na uwagę zasługuje Adam Wolańczyk, którym wreszcie można nacieszyć się w nieco większej niż zazwyczaj rólce. Aktor, do którego mam po prostu słabość.

Całość ważna, interesująca i co ważne, dopieszczona w każdym calu. Miniaturowa doskonałość świetnie wieńcząca bardzo różnie dopierany repertuar tego sezonu.

 

2011.06.20
walbrzychfakty.pl