W piątym wałbrzyskim przedstawieniu Strzępka i Demirski postanowili powściągnąć swój radykalizm, aby zaapelować do wszystkich ludzi dobrej woli o wspólne działania.

W prologu najnowszego spektaklu Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego na kameralnej scenie teatru w Wałbrzychu pojawia się zakłopotana Kwiecia (Agnieszka Kwietniewska) i wyjaśnia, że głośny duet wprawdzie prowadził próby, ale właściwie nie dokończył dzieła, które za chwilę zostanie zaprezentowane przez aktorów. Kwiecia ze łzami w oczach konstatuje zmierzch wałbrzyskiego teatru. Potem odegrana zostaje zaledwie parominutowa sztuka ukazująca zło: o terroryście wpadającym z pistoletem w dłoni do wałbrzyskiego sklepu pełnego kobiet i zabijającym jedną z nich strzałem w głowę. Zamordowanie Kwieci staje się okazją do drwiny z przekonań zwolenników PiS. Zostaje bowiem wyrecytowana lista miejsc zagłady polskich elit w Rosji: "Katyń, Starobielsk, Ostaszków, Smoleńsk". Terrorysta w końcu kapituluje, po czym aktorzy wychodzą do ukłonów.

Dopiero po tym zwodniczym i autoironicznym wstępie nawiązującym do parokrotnego przekładania premiery zaczyna się właściwe przedstawienie "O dobru" pierwotnie noszące podtytuł "Rewia wzruszeń". Siedmioro aktorów, którzy użyczyli postaciom swych imion lub przydomków, najpierw wkracza na widownię i wymienia uściski z publicznością, następnie przeobraża się w uczestników terapii prowadzonej w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej w Wałbrzychu w roku 2016 przez Andżelę (Andżelika Cegielska). Jest już po antykapitalistycznej rewolucji w Europie. Zdawkowo wspomina się obozy tworzone na stadionach dla zwolenników neoliberalizmu, wieszanie na ulicach bankierów, zamknięcie polskiego premiera w więzieniu, gdzie domagał się maszynki do obcinania cygar, czy głód panujący w Grecji w rezultacie kryzysu. Ocaleni poddawani są przymusowej resocjalizacji mającej wywołać w nich odruchy altruistyczne i pod kierunkiem terapeutki odgrywają role ofiar kapitalistycznych stosunków.

Kwiecia jest sobowtórem brytyjskiej piosenkarki Amy Winehouse, zmuszonej przez producentów do występu w stanie upojenia alkoholowego w Belgradzie 18 czerwca 2011, a zmarłej ponad miesiąc później. Zatacza się i kładzie na scenie, krzyczy "Hello, Belgrad!" i usiłuje śpiewać Rehab. Ubrany w piżamę Kłak (Andrzej Kłak) wciela się w amerykańskiego dziennikarza, który przyczynił się w 1973 do ujawnienia afery Watergate, Carla Bernsteina, umierającego w szpitalnym łóżku na nowotwór płuc. Przed śmiercią Kłak śpiewa utwór Creep zespołu Radiohead, a na ekranie wyświetlane są zdjęcia z życia aktora. Napomyka on, że w ramach pracy nad rolą obejrzał agonię Roya Cohna zagraną przez Ala Pacino w telewizyjnej wersji "Aniołów w Ameryce" Tony’ego Kushnera i poddał się kontrolnym badaniom medycznym.

Współpracownikiem Bernsteina z "The Washington Post", Bobem Woodwardem, ale zarazem dziennikarzem radia TOK FM, staje się Filip (Filip Berkowski), który w końcówce napomyka o swym udziale w zbieraniu podpisów pod listem protestacyjnym "Teatr nie jest produktem, widz nie jest klientem". Odgrywana dwukrotnie dyskusja w radiu TOK FM jest pogłosem rozmowy przeprowadzonej 29 marca na temat owego protestu, w trakcie której Strzępka zarzuciła dziennikarzom z koncernu Agora oderwanie od rzeczywistości społecznej. Roza (Rozalia Mierzicka) przeistacza się w lewicową działaczkę traktowaną arogancko przez dziennikarzy i reagującą nazbyt emocjonalnie na ich manipulacje. Wcześniej wciela się w biednego chłopca, który po zlikwidowaniu szkolnej stołówki był narażony na upokorzenia ze strony bogatych uczniów w czasie spożywania obiadów serwowanych przez firmę kateringową i popełnił samobójstwo. Gosia (Małgorzata Białek) prezentuje się jako "obywatelka kultury" sygnująca liczne apele w obronie wykluczonych, lecz ma problem z zaniesieniem zupy choremu Bernsteinowi do szpitala. Natomiast Mirka (Mirosława Żak), odgrywająca menedżerkę Winehouse, nie jest w stanie się przekonać do terapii, chociaż jeden z widzów na premierze, współpracownik "Krytyki Politycznej", smaży dla niej jajecznicę na kuchence gazowej ustawionej w kącie sceny. Pod koniec spektaklu Mirka objawia się jako światowy premier i równocześnie ordynator oddziału onkologicznego. Zamiast leczyć raka, który toczy cywilizację, ona go podtrzymuje.

Pozostałe postacie szukają wyjścia z beznadziejnej sytuacji. Andżeli, uparcie pocierającej dwa kamienie, udaje się wykrzesać iskrę niezbędną do wzniecenia ognia. Kwiecia, na której rękach leży konający Kłak, błaga widzów, aby go ratowali, wychodząc z sali. Na podwórzu teatralnym pali się ognisko, wokół którego gromadzi się publiczność. Kwiecia wygłasza przy nim artykuły konstytucji mającej zagwarantować ludzkości wolność, równość i sprawiedliwość. Następnie śpiewa wraz z innymi aktorami anglosaską piosenkę "You’ll Never Walk Alone". Została ona napisana w 1945 przez Richarda Rodgersa i Oscara Hammersteina do musicalu "Carousel", obecnie zaś jest hymnem kibiców FC Liverpool i dlatego rozbrzmiewała w "Tęczowej Trybunie 2012" (w didaskaliach Demirski zaznaczył, że może być śpiewana zamiast "Międzynarodówki"). Pieśń powtarzana jest wielokrotnie, aż zaczynają ją śpiewać niektórzy widzowie, wspomagając się rozdawanymi kartkami z tekstem. Wtedy przy ognisku pojawia się uzdrowiony Kłak-Bernstein.

Ów karkołomny epilog, który trudno będzie wykonywać w razie opadów deszczu albo ochłodzenia, świadczy o tym, jak ogromna jest w środowisku nowej lewicy potrzeba wskrzeszenia wiary w utopię. Na premierze przy ognisku można było dostrzec Olgę Tokarczuk, która w niedawno wydanym przez "Krytykę" "Momencie niedźwiedzia" dała przecież wyraz swej wierze w ułożenie na nowych zasadach życia rodzinnego i relacji ze zwierzętami. Natomiast wymiana uścisków z publicznością czy wciąganie jej do chóralnego śpiewania przypomina budowanie wspólnoty aktorów i widzów w spektaklach powstających około roku 1968 w kręgu kontrkultury. Paradoksalnie, O dobru ma jednak mniejszy ładunek emocjonalny niż ostatnie przedstawienia Strzępki i wbrew zapowiedziom nie wywołuje wzruszeń z wyjątkiem kilku momentów.

W postdramatycznym scenariuszu Demirskiego, krótszym i prostszym niż poprzednie, nieco przypadkowo zostały powiązane rozmaite wątki. Nie przekonuje ukazanie Winehouse, wysuwającej się na pierwszy plan za sprawą ekspresyjnej gry Kwietniewskiej, jako ofiary wyzysku piosenkarzy praktykowanego w show-biznesie, bo jej degrengolada i przedwczesna śmierć były przede wszystkim konsekwencjami skłonności autodestrukcyjnych oraz odmowy leczenia uzależnienia od narkotyków i alkoholu. Chociaż belgradzki koncert Winehouse na pewno był drastycznym przejawem obojętności i bezwzględności zarówno organizatorów, jak i widzów. Przywołanie osoby Bernsteina i rezultatów ujawnienia afery Watergate ma dowodzić skuteczności stanowczych działań, a równocześnie uprzytamniać, że dziennikarze mediów głównego nurtu w dzisiejszej Polsce sprzeniewierzają się swemu powołaniu, zamiast patrzeć sprawującym władzę na ręce, stając się wręcz ich obrońcami. Ale poprzestanie na przypomnieniu okoliczności dymisji Richarda Nixona sprzed czterdziestu lat akurat w Wałbrzychu, gdzie zaledwie rok temu doszło do unieważnienia wyborów samorządowych i odwołania prezydenta miasta z ramienia PO oskarżonego o korupcję, co najmniej zdumiewa. Aferę bowiem nazwano wałbrzyską Watergate. Podobnie skupienie się na pogardliwym stosunku dziennikarzy radia TOK FM do rozmówców mających odmienne poglądy wydaje się unikiem niekoniecznie z obawy przed ewentualnym procesem sądowym grożącym ze strony koncernu Agora. Demirski jakby nie chciał w swym utworze wyciągnąć wniosków z licznych zastrzeżeń do ideologii środowiska "Gazety Wyborczej", Strzępka zaś próbuje odwołać swoje opinie dotyczące Agory i usprawiedliwić zachowanie w studiu radiowym. Twórcy przedstawienia nawet nie ukrywają, że ich bezkompromisowość ma wyraźne granice polityczne. Gdy jedna z postaci napomyka, że zamykanie stołówek w polskich szkołach jest spowodowane regulacjami narzucanymi przez eurobiurokratów z Brukseli, inna natychmiast przywołuje ją do porządku, sugerując, że chyba straciła rozum, skoro krytykuje Unię Europejską. Strzępka i Demirski w piątym wałbrzyskim przedstawieniu postanowili powściągnąć swój radykalizm, aby zaapelować do wszystkich ludzi dobrej woli o wspólne działania, ale ponieważ dokonali szeregu manipulacji, nie są zbyt wiarygodni.

"Dobra wola"
Rafał Węgrzyniak
Teatr nr 7-8/2012
09-08-2012