Krakowski Festiwal Teatralny Boska Komedia rozpoczął się na dobre. Jednym z pierwszych zaprezentowanych spektakli była premiera "Aleksandry. Rzeczy o Piłsudzkim" Teatru Dramatycznego z Wałbrzycha w reżyserii Marcina Libera. Spektakl, na podstawie dramatu Sylwii Chutnik, powstał we współpracy z Teatrem Łaźnia Nowa.

Na scenie zainstalowano prostokątny zbiornik wypełniony wodą. Na jej tafli unoszą się sztuczne nenufary. W jednym z rogów owego akwenu ustawiono secesyjną kanapę. Trzy „brzegi” zajmują kobiety: pierwsza, w białej sukni, przykryta po szyję białą tkaniną wygląda niczym posąg nagrobny. Druga, odziana w blady róż, wyciągnęła się naprzeciw widowni. Trzecia siedzi tyłem do widzów, ma na sobie złotą suknię i futrzaną kamizelkę, zaś rude, kręcone włosy opadają jej na ramiona. Za „stawem”, na podwyższeniu, ustawione są cztery mikrofony – stanie przy nich czterech mężczyzn. W tyle sceny, po prawej stronie, stoi klawesyn. Obraz kiczu dopełnia sztuczny koń, wiszący nad sceną – czyżby to była Kasztanka?

Sztuka zaczyna się od przywołania fragmentu powieści "Trędowata" Heleny Mniszkówny: leżąca kobieta w bieli zostaje nazwana Stefcią, jeden z mężczyzn, ten zbierający lilie wodne – Waldemarem. Romantyczna scena śmierci, której narratorką jest kobieta w różowej sukni, zderzona jest z obojętnością pseudo-Waldemara. Dlaczego? Ponieważ jest on alter-ego Marszałka, którego zgon pierwszej żony uprawnił do zalegalizowania związku z kochanką, Aleksandrą (w spektaklu jest nią dama w futrzanej kamizelce). Dalsza narracja prowadzona jest właśnie z punktu widzenia tej postaci – zasiadłszy na kanapie, kobiety opowiadają dzieje drugiej żony Józefa Piłsudzkiego: jej udział w działaniach rewolucyjnych jako „przechowalni” amunicji urasta wręcz do legendy, co podkreślają wielokrotne porównania do Emilii Plater. Niedojrzała, zajadająca czereśnie, wypluwająca pestki do wody Aleksandra nie pasuje do wizerunku heroiny. Podobnie jak powtarzane przez wszystkie trzy kobiety gesty, będące znakiem dam wykwintnych: na dzień dobry, na pożegnanie i na wszelkie „och”. Sarkastycznie brzmi tu także pojawiający się często klawesyn – symbol elegancji i majestatyczności.

Piłsudzki przedstawiony w tej konwencji może być tylko zaprzeczeniem mitu o dzielnym Marszałku. Swoistą dekonstrukcję, podczas której w wodzie, pośród złotego konfetti, ląduje polska flaga, godło, jego rzeźba, a także skrzynka po piwie Lech (zapewne nie ma to żadnego odwołania do wydarzeń ostatnich lat), wieńczy baletowy pokaz kwartetu męskiego. I trio dam z małpimi maskami. Jednym słowem – nie-bosko. Krakowska premiera spektaklu odbyła się w ramach festiwalu Boska Komedia

Maria Anna Piękoś
Dziennik Teatralny
10 grudnia 2011