Boleśnie współcześnie

No i zaczęli nowy sezon artystyczny sztuką, która z założenia powinna trącić myszką, ale została uwspółcześniona – chciałoby się rzec- aż do bólu.

Po istnej serii klasycznych rosyjskich arcydzieł sceny, mamy kolejną adaptację – tym razem prozy Fiodora Dostojewskiego. Jego "Skrzywdzonych i poniżonych" przenieśli na scenę Natalia Korczakowska, która również wyreżyserowała spektakl i Tomasz Śpiewak.

Akcja sztuki dzieje się w jakimś czasowym zatrzymaniu: miejsce i akcesoria są bez wątpienia współczesne, słowa i emocje – dawne, z tragedią rozdartego ojcowskiego serca w centrum zainteresowań. Coś mi tu zgrzyta. Najbardziej "skrzywdzona i poniżona"-młodziutka Nelly nie może dojść do głosu ze swoją wstrząsającą opowieścią. Zaczyna kilka razy, zanim wreszcie wypowie swoje żale. I śmierć staruszka jest jakaś mało tragiczna, wręcz nomen omen – teatralna.

A gdzie oni wszyscy przebywają? W czymś oszklonym (klatce?), na dodatek odsuniętej w głąb sceny, co sprawia, że "odsunięci" są również aktorzy. Nie pozostaje to bez wpływu na percepcję przedstawienia. Zresztą to miejsce, początkowo zdaje się bardzo nobliwe, zmienia się w coś, całkiem odmiennego. I ten kamerzysta rejestrujący przebieg zdarzeń, pęta się niczym pracownik "wideo-filmo-wania" na współczesnym weselu. Czasem to nawet dobrze, bo kiedy aktorzy nikną gdzieś w przestrzeni "przykulisowej", obraz na ekranie pozwala nam śledzić, co się z nimi dzieje.

I wreszcie finał sztuki staje się wyjaśnieniem, i już rozumiem, dlaczego mi zgrzytało. Nic jednak nie zdradzę, by nie popsuć zabawy. Trzeba samemu to zobaczyć.

"Boleśnie współcześnie"

Violetta Waluk

Tygodnik Wałbrzyski nr 41

13 października 2008