Świetne widowisko. Obok Babel, zrobiło na mnie największe wrażenie. Wyśmienite teksty. Rano po spektaklu obudziłem się i pospisywałem sobie, co chciałem tu napisać, ale zgubiłem gdzieś te notatki. Więc cóż. Napiszę z pamięci, bardzo wybiórczej pamięci.

Mowa Abdulaha (chyba tak miał na imię tatuś z czerwonym guzikiem do wysadzania świata) – końcowa, bardzo precyzyjna: radykalna konsekwencja świata jednoosobowego (tempting), a rozwiązanie jego dylematu przez córkę – jeszcze precyzyjniejsze.

Barwna groteska, ryzykanctwo artykulacji wszystkich tabu (muzułmanie, Żydzi, Rosjanie, Polacy itd. – w wyśmienitym chórze).

Przepoczwarzanie się postaci, to zawsze jest ciekawe poznawczo (kierowniczka Bonda raz oficjalna, raz zapijaczona, podobnie Bond miał pod koniec chwilę słabości).

Teksty podawane w olbrzymich ilościach nie do przetworzenia, z mojej perspektywy teksty wyśmienite (także te ogólno-filozoficzno-mądrościowo-ideologiczne). Brane w nawias, niuansowane. Z braku notatnika, nie podam przykładów, czytelnikowi pozostaje uwierzyć lub nie uwierzyć mi na słowo.

Ogólnie widz (czyli ja) po spektaklu dostaje małego zamieszania w głowie, poznawczego przewietrzenia wybranych rutynowych schematów neuronalnych połączeń.

Spektakl chyba nie ma przesłania, za co Bogu dziękować, każdy wtręt ideologiczny łamany zostaje na różne sposoby. Ta krótkość ideologicznych wątków bardzo jest mi  bliska.

Mam nadzieję, że pochwały nie są jak kula śnieżna, i  nie nakręcam się sam własnymi słowami wtłaczając w autorów to jedynie, co sam chciałbym widzieć.

Kaznodzieja wyśmienity, reakcja na kaznodzieję – także. Śmierć agentki Mosadu – poruszająca. W ogóle konstrukcja tej postaci – intrygująca.

Były też chyba słabsze momenty, jakiś monolog mniej przekonujący, gdzie aktor nie wyrobił na zakręcie.

Może rzeczywiście z takiego eksperymentalnego teatru wykluwa się jakaś NOWA SZTUKA.

Chyba, że wszystko już było…

Tadeusz Bartoś