Inauguracja sceny to przeżycie równe tworzeniu nowego teatru. Tak zostało podsumowane uroczyste otwarcie Sceny Kameralnej w Teatrze Dramatycznym w Wałbrzychu, który 28 kwietnia wzbogacił się o nową przestrzeń sceniczną.

To miejsce jest przeznaczone w szczególności dla współczesnych dramatów i eksperymentów scenicznych. Scenę otwarto nową sztuką Przemysława Wojcieszka, który wcielił się w podwójną rolę – dramatopisarza i reżysera.

"Ja jestem zmartwychwstaniem" to studium upadku człowieka, a raczej kilku dni, kiedy postanowił odbyć rozrachunek ze swoim życiem. Główny bohater, to były ksiądz, który po latach powolnego staczania się, nabiera ostatecznego rozpędu i spada na dno swojego człowieczeństwa. Odbijanie się od dna jest nieustannie bolesne, mimo ciągłego znieczulania się wódką. Trudno określić, co jest gorsze: duchowy i moralny ekshibicjonizm przy tłumie świadków – dawnych parafian, czy świadomość braku perspektyw. Ale dla głównego bohatera – Wiesława zmiana sposobu życia jest także szansą na powrót do społeczeństwa, tyle że na innych warunkach. Brak jakiegokolwiek zawodowego doświadczenia powoduje, że potrafi znaleźć pracę tylko jako sprzątacz. Nie mając oparcia w matce i dawnych znajomych, szuka odrobiny uczucia w relacji z młodą prostytutką Martą. Każda próba życia jest dla niego jednak tak trudna, że nie potrafi jej znieść bez alkoholu.

Prócz 50 – letniego Wiesława na swoją przemianę czekają także inni – Tomasz i Ewelina. On chce wyjechać do Jastarni i otworzyć hotel, a ona – zapomnieć o swojej przeszłości prostytutki i wyjechać gdziekolwiek, byle poza to miejsce bez perspektyw. Ich miasto, Wałbrzych, to miejsce do wegetowania, ale nie do życia. Tradycją staje się już odnoszenie wprost w sztukach z repertuaru Teatru Dramatycznego do tego miejsca, które jest niemym bohaterem oddziaływującym, często toksycznie, na postacie dramatów. Jednocześnie jest to miasto jakby wyjęte z moralitetu – każda prowincjonalna miejscowość na mapie Polski może być pozbawionym perspektyw i brudnym Wałbrzychem.

Andrzej Szubski wcielający się rolę Wiesława, stworzył portret osoby wycieńczonej zarówno przeszłością, jak i brakiem perspektyw. Do każdego dnia podchodzi bez entuzjazmu i bez wiary w Boga i sens swojej długoletniej pracy duszpasterskiej. Bohater jednak uporczywie łaknie lepszego życia i oczekuje z zaciśniętymi pięściami na każdy następny dzień. Zmusza nas, z powodzeniem, do uwierzenia w jego trudności w poszukiwaniu nowej tożsamości. Jest to postać zagrana z wyczuciem i wymagająca skupienia. Partnerująca mu Aleksandra Cybulska w roli Marty również wykorzystała pełnię swojego warsztatu, tworząc przekonującą postać młodej kobiety pozbawionej, przynajmniej pozornie, złudzeń. Jest to współczesna Sonia ze "Zbrodni i kary". Relacja z Wiesławem, odbywająca się początkowo na płaszczyźnie prostytutka – klient, rozwija się właśnie dzięki niej. Mimo iż nie trudno przewidzieć rozwój tej dziwnej znajomości, aktorka potrafiła dać swojej bohaterce dużo wewnętrznej siły i uwiarygodnić ją w oczach widzów.

Obok Wiesława i Marty rozwija się druga znajomość: Tomasza (Dariusz Maj) i Eweliny (Marta Zięba). Tworzą oni energetyczną parę, która ma szansę na zrealizowanie swoich marzeń. I choć oboje pragną tego samego – chcą rozpocząć nowe życie i pragną zrobić to razem, są skazani na klęskę. Przeszkodą jest wzajemny brak wiary w siebie. Ewelina próbuje ukryć fakt, że jest prostytutką, naiwnie wierzy, że to się nie wyda, przynajmniej przez ten miesiąc, kiedy czekają na upragniony wyjazd nad morze. Gdy Tomasz znajduje dowody, potwierdzające jego przypuszczenia, ona odrzuca możliwość, że on zrozumie, zaakceptuje i zapomni. Oboje aktorzy stworzyli interesujące kreacje, zarówno w chwilach, gdy bawią się, zauroczeni tą nową znajomością, jak i gdy po odkryciu skrywanego sekretu, pozbawiają się beztroski i zarysowują przypadły im w udziale dramat.

Z kompozycją dramatu współgrała muzyka autorstwa Bartosza Straburzyńskiego, która nie tylko dopełniała charakter scen, ale sama tworzyła wyższą jakość dla spektaklu, dyskretnie podkreślając emocje w chwilach (np. gdy Wiesław próbuje podnieść się po kolejnym upadku).

Sztuka Wojcieszka przedstawia ponury świat, niemalże całkowicie pozbawiony nadziei na lepsze życie. Mocnym, soczystym i wprost wyjętym z ulicy dialogom, towarzyszy minimalizm w innych wymiarach: kilku prostych przedmiotach, stanowiących całość dekoracji, zwyczajnych kostiumach, ale także na oszczędnym dawkowaniu widzowi poczucia ulgi. To, co widzimy, pozwala nam mieć wiarę w zwycięstwo w równym stopniu, jak przewidywać następny upadek, który skończy się, mającym przywrócić do życia prysznicem.

Izabela Oleksik

Dziennik Teatralny

2 czerwca 2007