Opowieść o ryzyku, jakie podejmujemy, gdy zmieniając nagle nasze życie, decydujemy się na siebie – o "Ja jestem zmartwychwstaniem" w reż. Przemysława Wojcieszka w Teatrze im. Szaniawskiego w Wałbrzychu pisze Wojciech Wojciechowski z Nowej Siły Krytycznej.

Siedząc w ciemności, słyszymy, jak nagle, blisko naszych stóp, spada niepokojący strumień wody. Zaraz zobaczymy, jak pod prysznicem stoi zgięty w krzyżu mężczyzna. Wytrze się ręcznikiem, ubierze koszulę i z pieniędzmi w kopercie czeka na prostytutkę Martę. Ta w końcu przychodzi. Stwierdza jednak, że nic z tego nie będzie, zabiera pieniądze i po krótkiej, nieprzyjemnej rozmowie wychodzi. Wiesław skończył właśnie z duszpasterską posługą. Dużo pije, a każde odwiedziny w barze kończy sparing z Andrzejem, szefem tego przybytku. Wiesław przychodzi do proboszcza Jerzego, który chce dać mu szansę, namawia do powrotu do kościoła. W końcu daje mu do zrozumienia, że jest nikim. Pożycza mu pieniądze. Dariusz Skowroński w roli zarządzającego parafią nie przekonuje swoim spazmatycznym i nerwowym przekazem. Natomiast interesujący, momentami zabawny, jest lakiernik Tomasz (Dariusz Maj). Wiesław znajdzie u niego pracę. Gdy zamiata kolejny metr kwadratowy warsztatu, przychodzi matka z kremówkami i mówi, że zmarnował życie jak ojciec, dodając, że mężczyźni są do niczego. Tomasz zabiera ex-kaznodzieję na zabawę do klubu i zapoznaje ze swoją nową sympatią Eweliną (Marta Zięba), która przyszła z Martą (Aleksandra Cybulska). W rytmie disco, nawiązuje się znajomość pomiędzy księdzem a prostytutką. Na końcu idą do baru Andrzeja (Ryszard Węgrzyn) – postać zagrana bez wyrazu – gdzie Zmartwychwstały daje do zrozumienia, że jest z dziewczyną i że to Andrzej dostanie dziś lanie.

Wszystko odbywa się w jednej scenografii umieszczonej na białej, prostokątnej platformie z odpływem na wodę pośrodku. Nad nim wisi prysznic. Po jednej stronie mamy szafę, która raz jest meblem zakrystii, a innym razem szafą w mieszkaniu Wiesława. Na drugim końcu z kolei jest mebel w rodzaju barku, który symbolizuje spelunę Andrzeja.

Andrzej Szubski poradził sobie z rolą Wiesława. Widzimy mężczyznę, który w wieku pięćdziesięciu lat zaraz zniknie, stanie się niewidzialny dla wszystkich. Może mu pomóc jedynie taka osoba, która doświadcza podobnego upadku. Jest nią Marta. To Międzyludzkie, które dzieje się między nimi, determinuje rozwój obu postaci, co jest widoczne na scenie.

Spektakl Przemysława Wojcieszka jest ważny. Dotyczy odwagi na dokonanie rewizji swoich poglądów i podjęcia ryzyka, jakie niesie ze sobą totalna zmiana życia i dotknięcie tych jego sfer, które do tej pory były niedostępne, zakazane.

Wojciech Wojciechowski

Nowa Siła Krytyczna

05-05-2007