Po premierze w Teatrze Dramatycznym im. Jerzego Szaniawskiego

 

Odczarowywania Szekspira ciąg dalszy. Zamiast wina – wódka, zamiast szat – swetry, zamiast ksiąg magicznych – teczki. Taka jest „Burza”, którą Arkadiusz Tworus zaprezentował wałbrzyskiej publiczności. Spektakl tam samo trudny jak wciągający.

 

Wartość dodana. W ekonomii bywa często określana jako nieczysto fizyczna lub praktyczna korzyść z zakupu danego produktu. To prestiż, radość, uczucie przynależności do grona wtajemniczonych szczęśliwców. W teatrze wartością dodaną jest wszystko co nie jest fotelem, kasą, halabardą czy dekoracją. Nie zawsze musi to być korzyść, czasem ze spektaklu wychodzimy zdenerwowani, źli czy oburzeni, ale najważniejsze, że emocje wręcz rozsadzają nam serca i głowy. Nie ma nic gorszego niż sztuka, na której przysypiamy, a po wyjściu z foyer zapominamy o czym była. Na całe szczęście tak nie jest w przypadku „Burzy”, jednak jej wartością dodaną z pewnością nie jest uczucie sielanki.

Raczej wysoki kaliber

Kierowany przez Danutę MaroszPiotra Kruszczyńskiego teatr wierzy we własną publiczność. W jej znajomość klasyki, zasobność portfeli, wytrzymałość. „Burza” to trzecia premiera tego sezonu, który układa się w szarych barwach. „Oskar i pani Róża” z założenia smutna opowieść o odchodzeniu, „3 siostry” o marazmie codzienności, a „Burza” w połączeniu z „Weselem” Stanisława Wyspiańskiego i zanurzona we współczesnych realiach Polski, uśmiechu siłą rzeczy nie wywołuje. Zastanawia mnie jak z taką ofertą radzi sobie teatralny marketing, czy widzowie nie zgłaszają zapotrzebowania na coś lżejszego kalibru? Lżejszego oczywiście w tematyce, a nie w formie teatralnego rzemiosła. To w końcu jedno miasto (w sensie ci sami widzowie), a w nim jeden teatr z takim, a nie innym repertuarem.

Premierę poprzedziła udana, teczkowa akcja promocyjna. Generalnie teczki są w tym spektaklu bardzo ważne. Nie tylko jako element scenografii, która chwilami przypomina podziemia Instytutu Pamięci Narodowej po dobrej imprezie. Grany przez Martę Ziębę Ariel jest jak archiwista tej instytucji, który choć z boku, choć niemal niewidoczny, potrafi wywołać prawdziwą burzę. Zbieżność z rzeczywistością zupełnie nieprzypadkowa. Postaci są w tym spektaklu narysowane mocno. W pamięci zostaje przede wszystkim Kaliban grany przez Sebastiana Łacha. W gaciach, siatkowym podkoszulku, z ręką w gipsie. Odrażający w jakiś taki swojski sposób. Prospero, pomimo wielkiej siły jest zmęczony. Dariusz Maj zbudował postać, w której widać to wszystko, czym nacechował upadłego księcia Szekspir. Poza końcową radością

Klęska/Zwycięstwo

Notabene końcówka spektaklu jest bardzo zaskakująca. Arkadiusz Tworus stworzył odważne przedstawienie. Bardziej festiwalowe niż wałbrzyskie. Jeżeli ktoś przed wizytą w teatrze nie zgłębi dzieła Szekspira, otrzyma ciąg scenek rodzajowych mocno odnoszących się do współczesności, w dodatku z silnym desantem weselnych statystów. Czy złoży z tego całość? To pytanie pozostawiam otwarte.

Scenografia jest statyczna. Za jej przygotowanie odpowiada także reżyser, który skupił się bardziej na prowadzeniu aktorów. Teczki, ekran, zastawka z drzwiami, regały. Atmosferę budują światła oraz stale sączące się z głośników odgłosy burzy. Świetnie z zadania przetworzenia polskich motywów wywiązał się autor muzyki GiuIio Mercati. Włoch nagrał spektakularną ścieżkę. Podobnie kostiumy przygotowane przez Zosię Dowjat. Zdecydowane zwycięstwo. Od wspomnianego wyżej Kalibana, przez białe komplety Alonza (Dariusz Skowroński) i jego świty, miękki garnitur Stefano (Bogusław Siwek) do dzianiny Prospera.

Uwaga. To dopiero początek „Burzy”.

Michał Wyszowski

 „Burza” William Szekspir, przekład Stanisław Barańczak, reżyseria i scenografia Arkadiusz Tworus,
kostiumy Zosia Dowjat, opracowanie muzyczne Giulio Mercami

Nowe Wiadomości Wałbrzyskie, 26 lutego 2007