W teatrze nie da się zarobić na życie

 

– Rzuciłem scenę, gdy doszedłem do krachu finansowego – mówi ARTUR TYSZKIEWICZ, reżyser zwycięskiej "Iwony, księżniczki Burgunda" na festiwalu Klasyka Polska w Opolu.

Dla jednego z najzdolniejszych reżyserów młodego pokolenia to była bolesna decyzja?

– Bardzo. Jak się raz złapie tego bakcyla, to trudno się go pozbyć. Człowiek jest chory na teatr. Nie miałem jednak innego wyjścia. Zrobiłem po studiach cztery przedstawienia ale nie mogłem się utrzymać z zawodu reżysera. Doszedłem do krachu finansowego i intelektualnego. Warszawa niechętnie dopuszcza młodych reżyserów, a w małych miastach można było robić tylko szkolne, lekturowe przedstawienia. To nie miało sensu i odszedłem z teatru.

Dokąd?

– Różnie bywało. Prowadziłem telewizyjny talk-show, tułałem się po biurach.

"Iwoną księżniczką Burgunda" wraca pan do teatru. Już na stałe?

– Mam taką nadzieję. W dalszym ciągu na życie zarabiam gdzie indziej, ale mam taką pracę, że mogę ją rzucić na dwa miesiące i zacząć reżyserować, dzielić się z ludźmi tymi sprawami, które wydają mi się ważne.

Czym chciał się pan podzielić poprzez "Iwonę"?

– Uniwersalną prawdą, że nigdy nie potrafimy zaakceptować negatywnego wizerunku samych siebie.

***

Po werdykcie jury

– O Jezu, jestem w ciężkim szoku…

Sześć nagród dla "Iwony, księżniczki Burgunda". Spodziewał się pan takiego sukcesu?

– Po odbiorze mojego spektaklu przez opolską publiczność mogłem przypuszczać, że "Iwona" ma u jurorów jakieś szanse, ale że rozbije bank, tego się nie spodziewałem. To nie jest wyłącznie moja zasługa, ale całego zespołu ludzi, z którymi pracowałem. Cieszę się, że i oni zostali docenieni.

Pan dotąd traktował teatr jako zajęcie uboczne. Teraz to się zmieni?

– Bardzo chętnie zajmowałbym się wyłącznie sceną, gdybym był w stanie się z tego utrzymać. Może po tych nagrodach przyjdą kolejne propozycje pracy w teatrze. Zobaczymy.

Dlaczego wciąż warto sięgać po polską klasykę?

– Bo to są świetnie napisane teksty. Po prostu. Dlatego przetrwały i nadal żyją.

Co z tej klasyki chciałby pan jeszcze przenieść na scenę?

– Marzę o zrobieniu "Ślubu" Gombrowicza, bo moim zdaniem to jest arcydramat.

Jak uczci pan sukces?

– Jestem sam w domu z psem, pewnie będziemy pili, bo nie zasnę na pewno.

Iwona Kłopocka, Małgorzata Korczyńska
Nowa Trybuna Opolska nr 99/27.04.06 i 101/29.04.06