– Jestem szczęśliwa

I choć powodem tego jest "Placebo", aktorka, Marta Zięba z pewnością mówi szczerze

 

 

Recital Marty Zięby „Placebo” rzucił na kolana wałbrzyską publiczność i zapowiada się jedną z najciekawszych produkcji muzycznych tego sezonu teatralnego w Polsce. Mimo tego, aktorka, na łamach „Wiadomości” dziękuje dyrekcji Teatru Dramatycznego za to, że ta „zaryzykowała”. Marta Zięba, po tylu miesiącach pracy nad recitalem, wie jak trudne, może nawet szaleńcze było to przedsięwzięcie. – Mam skarb – mówi o spektaklu już po premierze i naprawdę trudno się z nią nie zgodzić.

 

Kilku moich znajomych wyszło z "Placebo" przestraszonych, roz­bitych. Spodziewałaś się takich reakcji?

Zupełnie nie wiedziałam czego mam się spodziewać. Ponadto bardzo bałam się konfrontacji z publicznością. Udało się. Jestem szczęśliwa!

Jeszcze przed premierą mówiłaś o tym, że w „Placebo” ważne jest pytanie o to, gdzie przebiega granica normalności. Czy po tylu miesiącach pracy nad tymi tekstami zbliżyłaś się choć trochę do odpowiedzi?

Sama nie wiem czy wszyscy nie bywamy czasem „po tamtej stronie”.

Spektakl powstał na podstawie tekstów pacjentów, szpitali psychiatrycznych. Jakie było twoje pierwsze wrażenie ich lektury?

Teksty te stały się od pierwszej chwili dla mnie ważne. Na tyle ważne, że postanowiłam poszukać dla nich formy aktorskiej interpretacji. Recital okazał się strzałem w dziesiątkę. Genialna muzyka Waldemara Wróblewskiego i opracowanie tekstów przez Wojciecha Ziemiańskiego nadały charakter, narzuciły też interpretację.

Podobno więcej w nich prawdy niż w wielu tekstach zawodowców?

Nie mam ochoty wypowiadać się na temat kunsztu literackiego AUTORÓW Dla mnie jest to poezja, a nazywanie jej zawodową lub nie, po prostu nie ma sensu. Ważne, ze mnie porusza i jeżeli znalazło się kilku szaleńców, którzy postanowili ze mną tę poezję pokazać światu wierzę, że warto było. Nawet pomimo głosu jednego z wrocławskich krytyków, który po usłyszeniu dwóch utworów z tego recitalu, prezentowanych przeze mnie na tegorocznym PPA powiedział do kompozytora „ że jeżeli nie zna lepszych poetów i wierszy, to on mu podrzuci". Dla mnie jest to poezja! Będę tego bronić.

Ten recital to dla aktora duże wyzwanie warsztatowe. Wykonywanie „Placebo” jest chyba niezwykłe męczące?

Tak rozbudowana forma spektaklu wymaga niemałej kondycji nie tylko fizycznej; ale i psychicznej. Nie wiem jeszcze jak sobie poradzę. Zagraliśmy dopiero raz. Wiem jedno, to wspaniałe zmęczenie. Oby częściej.

Podczas recitalu wielokrotnie stoisz „na krawędzi”. Wrzask sąsiaduje z ciszą, szaleństwo ze spokojem. Taki nastrój udziela się też publiczności. Czy ciężko wchodzi się w te teksty, w tę rolę?

Na tym materiale przechodzi się błyskawicznie ze stanu w stan, z emocji na skrajnie różną emocję. Powiem tylko tyle: mam SKARB. Dla aktora to wspaniały sprawdzian, doświadczenie.

      Pacjenci szpitala w Stroniu Śląskim obejrzeli nasz „Lot nad kukułczym gniazdem”. Chciałabyś, aby zobaczyli także „Placebo”? Jest taki pomysł

      – Oczywiście, zaprosimy Autorów już w Maju.

Czy spektakl wchodzi na stałe do repertuaru teatru?

Naturalnie. Jest to własność teatru, który spektakl wyprodukował. Jeszcze raz pragnę podziękować Dyrekcji, że zaryzykowała, że uwierzyła.

Dziękuję za rozmowę

MW

Nowe Wiadomości Wałbrzyskie

4 kwietnia 2005