Teatr – labirynt. Teatr wędrowny. Teatr morskiej żeglugi. Różnie można określić spektakl „Greta i ostatni wieloryb”, który wypłynął z portu Teatru im. Szaniawskiego w Wałbrzychu, by przybić do kilkunastu szkolnych wysp, rozsianych po całym mieście. Metafora morska jest tu uzasadniona o tyle, że osią fabularną tekstu napisanego przez troje autorów: Dorotę Kowalkowską, Karola Kalinowskiego i Macieja Podstawnego, jest podróż statkiem w poszukiwaniu zaginionego Króla Wielorybów. Członkami załogi, której trzon tworzą Kapitan Dorsz, sonda-Antoni i detektywka Greta, są wszyscy widzowie, czyli uczniowie jednej klasy wraz ze swoją wychowawczynią, która ma szansę najpełniej ocenić ich reakcje. Na trasie rejsu znajdują się różne szkolne pomieszczenia, które uczniowie świetnie znają (korytarz, sala gimnastyczna) lub do których zaglądają rzadko (strych, pralnia), albo wręcz są one dla nich przestrzeniami tabu (gabinet dyrektora, pokój nauczycielski). W te wszystkie koncepcyjne tajniki wprowadziła mnie Dorota Kowalkowska, która na co dzień pracuje jako pedagożka wałbrzyskiego teatru.

Akcja spektaklu rozgrywa się w przyszłości, ale trudno w tej chwili ocenić, czy jest futurystyczną fantazją, czy zapowiedzią apokalipsy. Zależy to od skuteczności strategii, które mają służyć ochronie środowiska naturalnego. W świecie teatralnej opowieści, wyreżyserowanej przez Macieja Podstawnego, Wielcy Królowie Ziemi, jej opiekunowie, stopniowo zaczęli znikać z winy działalności człowieka. Lasy stały się wspomnieniem, niebo zasnuła czerwień, ucichło brzęczenie pszczół. „Co jeden człowiek może zrobić w obronie całej planety?” – pyta zaczepnie jedna z bohaterek. Widzowie musieli sobie w duchu i całkiem na głos odpowiedzieć także na inne niełatwe pytania, a do tego rozmawiali z postaciami, słuchali ich poleceń i pomagali w razie potrzeby. W potrzebie bywał często długowieczny żółw Svante (stary znajomy ze „Smutku i melancholii” Bonna Parka), czyli Ryszard Węgrzyn, który został wyposażony przez autorkę kostiumów, Paulę Grocholską, w fantastyczną skorupę rozmiaru XXL. Tworzyły ją niebieskie kanistry na wodę powiązane linami, wiklinowy kosz i gałęzie.

Trzeba przyznać, że każdy z aktorów miał znakomity kontakt z publicznością. Kapitan Dorsz w wykonaniu Rafała Kosowskiego był chwackim galantem, który z miejsca zyskał sobie posłuch u członków załogi; sonda-Antoni (Joanna Łaganowska) cieszyła ucho słodkim sarkazmem (oraz chwytającym za serce wykonaniem „piosenki Esmeraldy Dion”!), jednak największy entuzjazm wzbudziła Greta (Dorota Furmaniuk). Postać młodej detektywki narodziła się z inspiracji postawą szwedzkiej aktywistki, Grety Thunberg, choć autorzy tekstu w zgrabny sposób dodali jej cechy Pippi Pończoszanki, czyli nad wiek samodzielnej szałaputki i akrobatki, która zawsze mówi to, co myśli i staje w obronie słabszych. Ciekawą bohaterką była także Alter-Greta (Katarzyna Janek), reprezentująca ciemną, destrukcyjną stronę naszej natury. Twórcy proponują, by ją zaakceptować, ale ja nie mam pewności co do słuszności tej recepty. Jestem natomiast przekonana, że znakomitym pomysłem było umieszczenie w spektaklu etiudy tanecznej, także w wykonaniu Katarzyny Janek, która przejmująco i pięknie oddała emocje antylopy uciekającej przed pomarańczowymi językami pożaru. Dzięki tej scenie dzieci miały okazję, być może po raz pierwszy w życiu, doświadczyć czym jest teatr tańca, którego środkiem wypowiedzi jest ruch ciała, oddziałujący na zmysły w bardzo intensywny sposób.

Podobnie silną wymowę miała ostatnia sekwencja. Greta zmierzyła się w niej z Alter-Gretą, która okazała się być odpowiedzialna za ruinę planety Ziemia, zaś Wieloryb, Bóg Oceanu, odszedł na zawsze, nakazując ludzkości dbałość o nową epokę. Warto dodać, że wieloryba nie grał żaden z aktorów, był on kolosalną rybią figurą, pokrytą siatką, która spędzała czas na korytarzu, by widzowie in spe mogli się z nią oswoić i pobudzić ciekawość. Finałowym akcentem był wzruszający song zakończony wersami, które zabrzmiały jak ekofilozoficzny aneks do dekalogu: „Daje nam wszystkim przykazanie nowe / Posuń się zrób miejsce dla rafy koralowej”.

Po zakończeniu spektaklu wszyscy uczestnicy wyprawy – widzowie, aktorzy oraz teatralne i szkolne ciało pedagogiczne – zarzucili kotwicę w zatoce warsztatów. Projekt spektaklu „Greta i ostatni wieloryb” jest laureatem Konkursu im. Jana Dormana 2019, więc działania edukacyjne są jego nieodłączną częścią. Myślę, że ten warsztat był równie ważnym doświadczeniem dla uczniów, jedenasto- i dwunastolatków, co dla dorosłej części załogi, także dla mnie. Siedząc w kręgu, uczestnicy próbowali zwerbalizować swoje odczucia – entuzjazm, niepokój, wzruszenie – i dyskutowali na temat zachowania postaci. Zaangażowanie uczniów przerosło moje oczekiwania, choć było widać, że dla części z nich aktywny udział w spotkaniu to niemały wysiłek i próba pokonania własnej nieśmiałości, zwłaszcza w obecności kolegów-rozrabiaków lub osób o ewidentnie dominującej naturze. Ciekawą pointą było pytanie „Kapitana” Rafała Kosowskiego, o to czy w trakcie spektaklu uczniowie czuli się jedną załogą. Padła odpowiedź: „tak”. A w klasie? Już „nie”.

Karol Kalinowski „KaeRel”, Dorota Kowalkowska, Maciej Podstawny GRETA I OSTATNI WIELORYB”. Reżyseria: Maciej Podstawny, dramaturgia i działania pedagogiczne: Dorota Kowalkowska, obiekty / przestrzeń: Marta Krześlak, kostiumy: Paula Grocholska, muzyka: Jerzy Rogiewicz, ruch: Dorota Furmaniuk, konsultacje pedagogiczne: Małgorzata Simm, Maciej Jonek, warsztat przyrodniczo-filozoficzny dla wychowawców i twórców: Mieszko Stanisławski, Karolina Stanisławska. Prapremiera w Teatrze Dramatycznym im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu 15 października 2019.