„Dziki” w reż. Klaudii Hartung-Wójciak w Teatrze im. Szaniawskiego w Wałbrzychu. Pisze Alicja Śliwa w Tygodniku Wałbrzyskim.

«Już nie tylko uczniowie wałbrzyskich szkół, ale każdy będzie mógł obejrzeć „Dzikiego” w reżyserii Klaudii Hartung-Wójciak. 11 stycznia ważny i intrygujący spektakl zrealizowany w ramach Konkursu im. Jana Dormana miał swoją premierę na Scenie Kameralnej Teatru Dramatycznego im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu.

Przedstawienie zostało zainspirowane książką graficzną „Dzikus” Davida Almonda i Dave’a McKeana. Jego tekst powstał na podstawie improwizacji na linii reżyser – zespół aktorski. To okrutna muzyczna baśń, która opowiada o traumie utraty i próbach jej przezwyciężenia. Dwunastoletni Benjamin (Mateusz Flis) mieszka w małym miasteczku z mamą (Karolina Krawiec) i siostrą Jessiką (Dorota Furmaniuk). Jego tato zmarł na raka. Wuj Oswald (Ryszard Węgrzyn) i inni mieszkańcy miasteczka (Chór Seniorów w składzie: Joanna Luklińska, Barbara Pielech, Barbara

Stefanowicz, Dorota Witkowska, Ryszard Godlewski, Zbigniew Sowiński) udzielają chłopcu rad, jak poradzić sobie, gdy ktoś umiera. Benjamin znajduje własny sposób, a w okolicy pojawia się Dziki, który sieje postrach i musi zmierzyć się z Szerszeniem (Joanna Łaganowska).

„Dziki” Hartung-Wójciak ma nieoczywistą formę, łączy odległe czasem światy. Inspiruje się muzyką poważną („Symfonia wiosenna” Benjamina Brittena, wyrażająca odrodzenie przyrody po długiej zimie), ale nieobce są mu popkulturowe symbole, dzięki czemu spektakl staje się bliższy młodemu widzowi. W „Dzikim” pojawia się zarówno rekin ludojad ze „Szczęk” Stevena Spielberga, jak i freestylowa potyczka z dissami. Spektakl nie zataja, że śmierć kogoś bliskiego wiąże się z cierpieniem, smutkiem oraz gniewem i poczuciem bezsilności. W „Dzikim” nie ma czułostkowości, pojawiającej się zazwyczaj, gdy rozmawiamy z dziećmi o umieraniu. Twórcy przedstawienia traktują młodych odbiorców w sposób uczciwy i równościowy, bo wobec śmierci nie ma lepiej przygotowanych. Stylistyką bliżej mu do makabry i groteski Roalda Dahla niż cukierkowatych produkci z fabryki Disneya. Przeniesienie spektaklu z jasnych i przestrzennych szkolnych sal gimnastycznych na czarną i duszną Scenę Kameralną dodało mu jeszcze mroku. Równorzędne role, oprócz słów, grają w nim także choreografia oraz obraz (niejednoznaczne kostiumy i scenografia Hanki Podrazy) i dźwięk. Muzyka Piotra Peszata, który zapętla Brittena, nie jest ilustracją dla rozgrywających się wydarzeń, lecz osią konstrukcyjną dramatu. „Dziki” jest nietuzinkową propozycją „Szaniawskiego” dla młodszych widzów. Powinni go zobaczyć również dorośli, bo tworzy świetną platformę dla rozmowy między pokoleniami. Pokazuje, jak dziecko może przeżywać śmierć kogoś kochanego i mieć alternatywne sposoby na wyjście z traumy. Pyta także, czy my, dorośli, jesteśmy przygotowani na traumę dziecka. Autorzy „Dzikiego” znaleźli oryginalny język, by podjąć ważny i trudny temat tak, jak Benjamin znalazł swój własny sposób na przepracowanie żałoby.»

„Czy trzeba oswoić Dzikusa?”
Alicja Śliwa
Tygodnik Wałbrzyski nr 4/28.01
30-01-2019