„Tylko dla dorosłych” to stwierdzenie budzące instynktowny sprzeciw oraz odruch zadawania pytań: kto ustala granicę dorosłości? skąd się biorą arbitralne rozróżnienia? służą ochronie niepełnoletnich czy uspokojeniu sumień dorosłych? Zgrabnie wybrnął z tego Teatr Dramatyczny im. J. Szaniawskiego w Wałbrzychu opatrując swą najnowszą premierę inkluzywnym ostrzeżeniem: „W spektaklu poruszane są zagadnienia społecznie uważane za tabu, występuje słownictwo powszechnie uznawane za obraźliwe i wulgarne oraz pojawiają się odniesienia do różnego rodzaju aktów płciowych oraz psychicznej i fizycznej przemocy seksualnej. Widzów powyżej 18 roku życia zapraszamy na własną odpowiedzialność”. Informacja ta widnieje na stronie internetowej teatru i przy kasie.

Gdy pierwsze osoby wchodzą na widownię, wykonawczyni monodramu Cudowne i pożyteczne. O seksie, Angelika Cegielska, leży na scenie nago, przykryta jedynie liśćmi, na których rozłożono sushi. Przedstawienie rozpoczyna się od wyemitowanego z głośników komunikatu, tego samego, który zawisł na stronie internetowej. Aktorka przechwytuje go jednak i płynnie przechodzi od informacyjnego tekstu do monologu pierwszej z licznych postaci scenicznych.

Monodram Cegielskiej od strony strukturalnej złożony został z szeregu różnych ról. Aktorka staje się modelką, z ciała której można jeść, kochającą gang bang roztrajkotaną żoną Karola, seksualną dominą, kasjerką z kina porno, reporterką relacjonującą tryb życia seksoholika czy prowincjuszką szukającą przygodnego seksu za pomocą aplikacji badoo – a to tylko część katalogu bohaterek. Rytm przedstawienia wyznaczany jest przez kolejno pojawiające się na scenie postaci. Sygnalizowane są one przez zmianę kostiumu i zajmowanego na scenie miejsca. Znaczącą rolę odgrywa w tym również wygłaszany tekst, w którym nie próbuje się na siłę znaleźć łączników między postaciami, a raczej wykorzystuje ich różnorodność i pozytywnie ją waloryzuje (reżyseria i tekst na podstawie książki: Martyna Majewska). Sceniczne variété otrzymuje dzięki temu kolejne zastrzyki energetyczne płynące z zachodzących zmian.

Przestrzeń Sceny Kameralnej została zaaranżowana skromnie i pomysłowo (scenografia i kostiumy: Karolina Mazur i Martyna Majewska). Zaścielające podłogę białe materace rodem z IKEA, anonimowe i tak powszechne jak sam seks, wyznaczają kolejne miejsca gry. Odgradzają zakątek, w którym aktorka się przebiera, są łóżkiem, ekranem dla projekcji video, kinową budką biletową albo trawnikiem, po którym jeździ zabawkowa ciężarówka. Kompozycja przestrzeni wzmacnia myśl przyświecającą twórcom przedstawienia: „Seks wymyka się interpretacji. Może zostać natomiast opowiedziany”. Rzeczywiście, poszukiwacze obrazów zgorszenia wyjdą rozczarowani, chyba że są w stanie zgorszyć się samym fakt opowiadania o różnorodności form satysfakcji seksualnej. Publiczność doskonale widzi działania Cegielskiej, cały czas podanej „do patrzenia” – podkreśla to wagę słowa scenicznego i sprawia, że opowiadanie seksu samo w sobie staje się walorem przedstawienia.

Światła sceniczne w połączeniu z ciepłym głosem aktorki budują nastrój intymny, z rzadka tylko przełamywany ostrzejszymi, komicznymi akcentami. Przez to całe przedstawienie ma charakter jednocześnie terapeutyczny i wolnościowy. Terapeutyczny – ponieważ ze sceny padają słowa i opowieści dotąd ukrywane, wyparte z oficjalnego dyskursu, a tu – waloryzowane pozytywnie. Wolnościowy – bo prawo do prowadzenia takiego życia seksualnego, na jakie ma się ochotę, jest formą ekspresji wolności. Zauważyć warto, że relacja seksualna w regularnym związku występuje jedynie jako wątek poboczny, jest sytuacją, od której skok w bok wykonuje jedna z bohaterek. Nie pojawia się jednak nawet cień sugestii, że tradycyjna relacja intymna jest opresyjna. Spektakl, wydobywając tematy tabuizowane podkreśla raczej, że poza monogamicznym seksem istnieje cały ocean możliwości realizacji fantazji erotycznych, choć głośno się o nich nie mówi.

Cudowne i pożyteczne… ma też wymiar katartyczny. Dzięki precyzyjnej, niepopadającej w karykaturę czy bezwstyd roli Angeliki Cegielskiej widownia jest umiejętnie prowadzona przez meandry różnorakich potrzeb seksualnych, nie odwraca ze zgorszeniem wzroku na widok wibratora czy klatki na penisa, bezbłędnie rozpoznaje wpisany w strukturę spektaklu humor (np. w scenie wulgarnej szefowej tancerek w klubie nocnym). Wielka w tym zasługa aktorki, która w każdą kolejną rolę wchodzi wystrzegając się fałszywych tonów czy sztucznie generowanych wzruszeń. Cegielska jest empatyczna i pozostaje ze swoimi bohaterkami w głębokim porozumieniu. W jej wykonaniu nawet najmniej spodziewane sytuacje (jak historia kobiety zaspokajającej anonimowych mężczyzn w kinie porno) są absolutnie wiarygodne. Całkowicie wierzymy jej, że sprawy, o których opowiada, to po prostu sytuacje, które ludziom czasem się wydarzają. Cegielska, oddając bohaterkom swoją twarz, zdejmuje z nich odium szaleństwa czy „nienormalności”. Każda sąsiadka, nauczycielka czy ciotka również może mieć pozanormatywne potrzeby seksualne – i jest to absolutnie w porządku tak długo, jak długo nie krzywdzi innych osób. Do tego aktorka skutecznie uruchamia vis comica, w naturalny sposób nosi każdy najwymyślniejszy kostium, gdy trzeba zaś – potrafi nawet naśladować wadę wymowy. To wspaniała, wielowymiarowa, pełna przejęcia i czułości rola.

Zespół twórczy pod przewodnictwem Martyny Majewskiej powołał do istnienia przedstawienie jednocześnie aktualne, otwarte na interpretacje, wyzwalające, oczyszczające, gęste, przejrzyste… Epitety można mnożyć. Kameralny wałbrzyski spektakl to rzadko spotykany w teatrze przykład dzieła składającego się z samych zalet.

 

/ Hubert Michalak,

teatrologia.info, 11.11.2020