Świat „Ausgangu” dzieli się tylko na oprawców i ofiary. Dobitną wymowę przedstawienia wzmacnia noise’owa muzyka Filipa Kanieckiego, a przebłyski humoru wpuszczają trochę światła do czarnej wizji autorów. Adam (Filip Perkowski) i Ewa Braun (Angelika Cegielska) mnożą się na potęgę. Jednak w kluczowym momencie, z małą pomocą perfekcyjnej Blondie (Irena Wójcik) i sfory Psów (Dariusz Skowroński, Piotr Tokarz, Ryszard Węgrzyn), wyprą się swojego dziecka, które nie pasuje do reszty. Maszyna Antropologiczna (Rafał Kosowski) wypomina: „Nie umiecie się powstrzymać. Od selekcji”. Może lepiej byłoby, gdyby człowiek nie ewoluował? Taką opcję przedstawia Zaginione Ogniwo (Sara Celler-Jezierska) w pomysłowej scenie z wieloma ułomnymi wariantami Myszki Miki. Bliżej jej do horroru niż disneyowskiej kreskówki.

Użycie w niej dymków to nawiązanie wprost do komiksowej inspiracjitwórców „Ausgangu”, czyli „Mausa. Opowieści ocalałego” Arta Spiegelmana. Powieść graficzna, nagrodzona w 1992 roku Pulitzerem, oparta jest na prawdziwych wydarzeniach z żyda rysownika i jego ojca Władka Szpigelmana. Ten polski Żyd, ocalały z Holocaustu, do końca żyda boryka się z dramatycznymi przeżyciami, infekując swoją traumą kolejne pokolenia.

Mocno brzmi monolog w wykonaniu Ireny Sierakowskiej, której bohaterka wyrzuca z siebie to, czym zaraził ją ojciec. Były więzień Auschwitz nazywa ją „Zdechlakiem”, bo według niego nie przetrwałaby ani chwili w warunkach obozu koncentracyjnego, w których on musiał funkcjonować Powojenne życie nie przyniosło ukojenia. Ojciec sam stał się kimś w rodzaju nadzorcy, strzegącego pamięć o makabrycznych przeżyciach. Udręczona tym kobieta marzy o śmierć ojca. Wtedy mogłaby zacząć normalnie żyć Jednak jego fobie głęboko utkwiły i w jej psychice. W nowym mieszkaniu swojej córki od razu sprawdza wielkość szafy. Tak na wszelki wypadek gdyby trzeba się w niej schować…

Ucieczką może być konsumpcja, którą wyraża postać Mickey Mouse (Czesław Skwarek). Skrojona na miarę oczekiwań dzieci i dorosłych mysz z bajki racjonalnie radzi Mesjaszowi, że nie warto poświęcać żyda dla spraw z góry przegranych. Odrobinę trudnej nadziei w tym gorzkim spektaklu przynosi sztuka. Jej przedstawicielem jest bitnik Allan Ginsberg. Może wykrzyczana przez niego modlitwa za zmarłych, zostanie wysłuchana? Chociaż wpleciony fragment tekstu Ayi RL (,,Na mojej ulicy/ Nie mieszka już Chrystus/A Szatan się z niej wyprowadził (…) Chłód wciąż mniej żywych tkanek…”) brzmi dwuznacznie.

W „Ausgangu” dostaje się także Bogu. „Nie jestem w życiowej formie”, mówi stary i schorowany Stwórca (Włodzimierz Dyła). Początkowo zadowolony z efektów kreaacji, teraz umywa ręce. Swoją obojętność, jak wielu nie reagujących na zło, tłumaczy wyświechtanym „Nie wiedziałem”. Mesjasz (Piotr Mokrzycki) też stracił swą boską moc. W koszmarnej rzeczywistości, która się zdarzyła, choć nie powinna, żadne cuda się nie udają. To świat, w którym ludzkie życie jest warte tyle co nic, a człowiek (mający nieodpowiednie pochodzenie, konstrukcję osobistą, orientację seksualną, poglądy) jest zdegradowany do roli szkodnika, którego należy wytępić. Mimo przejmującego wydźwięku i scen przyprawiających o gęsią skórkę, „Ausgang” trzyma nas na dystans, nie pozwalając wejść całkowicie w opowieść Może to sposób inscenizacji sprawia, że widz czuje się jakby był w laboratorium i obserwował bohaterów niczym myszy poddawane eksperymentom? A seria monologów, z których w głównej mierze składa się tekst Koryntczyk, paradoksalnie czyni z odbiorcy tego, co nigdy nie zrozumie lamentującego, bo sam tego nie przeżył? Jednak „Ausgang” to spektakl ważny, i uniwersalny, i boleśnie aktualny w czasach, gdy pewnemu politykowi przychodzi do głowy potrzeba „odgrzybienia i odszczurzenia” Polski. Jego twórcy pytają o źródła zła i piętnują bierność Pokazują, że traumy spowodowane Zagładą są głęboko zakorzenione i wciąż nieprzepracowane. Jakie jest więc „Wyjście”? Na to każdy musi odpowiedzieć już sobie sam.»