Przejdź do głównej treści
POWRÓT DO SPEKTAKLU: PALACZKA
RECENZJA SPEKTAKLU

Palaczka jest genialna

Autor: Piotr Bogdański
•
Źródło: WieszCo

Jestem przekonany, że spektakl „Palaczka”, którego premiera odbyła się w marcu w wałbrzyskim teatrze, jest jednym z ważniejszych wydarzeń tego sezonu. Piotr Mateusz Wach, zainspirowany powieścią czeskiego pisarza z 1967 roku – Ladislava Fuksa, wraz z zespołem aktorskim stworzyli własny tekst i zatytułowali go „Palaczka”.

W książce pracownik praskiego krematorium jest opętany ideą czystości i porządku. W dramacie na deskach Szaniawskiego reżyser podszedł do obsesji bohaterki znacznie szerzej. Efekt, jaki osiągnął, jest mieszanką (zamierzonej) nudy i artystycznego geniuszu. Pierwsze minuty przedstawienia, choć niepokojące, nie wskazują na późniejszy, wstrząsający przebieg wydarzeń. Na scenie są tylko słupy przypominające obozowe ogrodzenie. Przed nimi leży siedem zwłok przykrytych prześcieradłami. Po chwili pojawia się ona… spokojna, nienagannie ubrana i uczesana Palaczka. I zaczyna się rodzaj misterium – powolne, pełne szacunku mycie ciał przeznaczonych do kremacji. Jej działaniom towarzyszy cisza. Poza słowami „siadaj Staszku” i „Pożegnaj się z ojcem” przez kilkanaście minut nie ma żadnych dialogów. Kiedy początkowe zaintrygowanie zamienia się w znużenie, sytuacja zaczyna nabierać innego znaczenia. Bohaterka wreszcie zabiera głos. Opowiada o swojej wrażliwości, współczuciu i chęci pomocy. Nie chce pozwolić, aby ludzie cierpieli, starzeli się, byli nieszczęśliwi i bierze sprawy w swoje ręce.

Jesteśmy świadkami, jak ze zwykłej pracownicy spalarni zwłok staje się psychopatyczną morderczynią. Palaczka czuje rodzaj władzy i realizuje misję czynienia ludzi zadowolonymi, odbierając im życie i uwalniając ich dusze. Od tej chwili chwili spektakl nabiera tempa i wyrazu. Wówczas nie sposób oderwać wzroku od sceny. Na tle siedmiorga postaci, poruszających się niczym w konwulsjach, Palaczka zrzuca maskę społecznej poprawności i wykrzykuje swoje szokujące idee. Pewnie przedstawienie nie zrobiłoby takiego wrażenia, gdyby nie odtwórczyni głównej roli – Angelika Cegielska. Dotychczas aktorka była kojarzona raczej z rolami miłych czy zabawnych postaci, tymczasem tu poznajemy zupełnie inne możliwości aktorskie. Angelika Cegielska daje prawdziwy koncert gry. Jako opętana psychopatka przeraża i szokuje. Prezentuje najwyższy stopień aktorskiego kunsztu. Jej końcowy monolog przypomniał mi Marlona Brando wcielającego się w rolę pułkownika Waltera Kurtza, który stał się samozwańczym krwawym bogiem w „Czasie Apokalipsy”, filmie Francisa Forda Coppoli. Wracając do „Palaczki” to spektakl wyjątkowy, mocny, ważny z wybitną kreacją aktorską. Jego wadą są początkowe dłużyzny. Można jednak spróbować je uzasadnić chęcią wzmocnienia wyrazu drugiej części przedstawienia.