Co oprócz imienia przekazują nam przodkowie?

Jakie cechy wyglądu, zachowania, niczym niewytłumaczalne lęki, czy wspomnienia z pogranicza deja vu, otrzymujemy razem z imieniem po babci, czy ciotce? Czym są one spowodowane? Irena Sierakowska odpowiada te pytania w spektaklu pt. „108 kostek cukru” w reżyserii Agaty Puszcz. 

Jest to monodram z gatunku bardzo intymnych. Opowiada osobistą historię aktorki, która dzieli się swoimi przemyśleniami i doświadczeniami. Sierakowska poszukuje odpowiedzi na pytania: czemu w niektórych miejscach Warszawy dostaje niekontrolowanych ataków paniki, albo co właściwie dało jej imię odziedziczone po siostrze swojego dziadka- uczestniczce powstania warszawskiego. 

Z odpowiedzią przychodzi pamiętnik dawnej Ireny Sierakowskiej, napisany blisko 80 lat temu w okopach walczącej stolicy. Adaptując go na deskach teatru, aktorka wciela się w swoją krewną. Dosłownie i w przenośni. Ubiera epokowy strój, zmienia fryzurę, zbiera niezbędne rekwizyty znalezione w „pudełku pamięci” i przenosi się w czasie. Czytając (czasem urwane) fragmenty pamiętnika, stara się zrozumieć, z czym przyszło stanąć twarzą w twarz młodzieży tamtych czasów. I to właśnie ten temat jest drugim dnem monodramu- opowieść o młodych ludziach, przerażonych, zmuszonych do wzięcia w dłoń karabinu i walki na śmierć i życie. Spektakl doskonale obrazuje realia powstańcze: brak możliwości powrotu do domu, mimo że wyszło się tylko na chwilę, bezsilność wobec sytuacji zamykaną w puszkach z grochem, czy tytułowe 108 kostek cukru, będących symbolem nadziei, promieniem słońca w ciemnej rzeczywistości. 

Sierakowska doskonale gra na emocjach widzów. Na pochwałę zasługuje warstwa fonetyczna monodramu. Dynamiczna instrumentacja głoskowa, elementy stepowania, ruch- oddając wiele wrażeń dźwiękowych, budują napięcie. Aktorka gra na ważny i osobisty temat, nie wprawiając przy tym widzów w uczucie dyskomfortu. W spektaklu ważną rolę pełnią rekwizyty. Przemyślanie i celowo wykorzystane, są dopełnieniem historii. Tworzą warstwę niewidzianą oczami człowieka- małe szczegóły wyłapywane tylko przez przydrożną figurkę Matki Boskiej, czy obcas, który odpadł od buta w czasie ucieczki. Dzięki nim widz buduje pełniejszy obraz powstańczej Warszawy ’44 roku i ma możliwość wczucia się w  aurę tego miejsca i czasu. Rekwizyty stanowią ponadto repliki oryginalnych pamiątek dawnej Ireny, znalezionych przy jej notatniku. Jednak tym, co najbardziej wyróżnia „108 kostek cukru”, jest niezwykła atmosfera, budująca w kameralnym gronie poczucie utożsamienia i bliskości z bohaterami opowieści. Widz, doświadczając wydarzeń w spektaklu, może odnaleźć w sobie cząstkę Ireny Sierakowskiej. Tej dawnej, bądź obecnej. Może także odwołać się pamięcią do własnych przodków, pozostawiony z refleksją przekazywania czegoś więcej niż imienia. 

Monodram „108 kostek cukru” jest zdecydowanie wart obejrzenia. To spektakl dotyczący trudnych czasów, który, w odróżnieniu do większości dzieł o tematyce  wojennej, nie pozostawia widza z uczuciem przytłoczenia, czy smutku. Świetnie zagrany, dynamiczny,  oryginalny w swojej konwencji, budujący poczucie bliskości ze swoimi nigdy niepoznanymi krewnymi- daje, tak jak tytułowe kostki, motywację do refleksji, nadzieję i promień ciepła w trudnych czasach, w jakich przyszło nam dzisiaj budować swoje życie. Stanowi także swoistą zachętę do zagłębienia się w swoją osobistą historię rodzinną i próby odszukania w sobie i swoich przodkach czegoś magicznego, metafizycznego, możliwego do odczucia i zrozumienia tylko przez nas samych.

                                                                                                              Zofia Brzozowiec