Pogrzeb stacji muzycznej
„MTV. Hity z satelity” Tomasza Jękota i Seba Majewskiego to spektakl o MTV – stacji, która przez lata zmieniała sposób, w jaki słuchaliśmy muzyki.
Kanał nadawał w czasach, gdy trzeba było szukać kogoś, kto miał dostęp do telewizji satelitarnej i czekać na ulubiony teledysk. Widz miał poczucie, że uczestniczy w czymś wspólnym. Oglądało się te same klipy, znało te same gwiazdy i czekało na te same przeboje. Dzisiaj muzyka jest dostępna natychmiast, ale każdy słucha czegoś innego. Algorytm wybiera utwory, tworzy osobistą playlistę, ale słuchawki oddzielają nas od innych…
Historię telewizji poznajemy z perspektywy jego twórcy. Paul King dzieli się swoimi wspomnieniami zanotowanymi w notesiku. Jego moleskin przywołuje erę Reagana i Thatcher czy figurę księżnej Diany, padają daty śmierci artystów, informacje o tym, kto przedawkował, kto zrobił coming out itp. Mi jednak brakuje w tym opowieści o muzyce i przede wszystkich o teledyskach, które były dziełami sztuki, dzięki którym utwór stawał się przebojem i wszedł na stałe do historii.
Sceniczny kolaż wspomnień tworzą muzyczne postacie ze świata popkultury. Słuchamy hitów: “I Will Always Love You” z nawiązaniem do słynnego występu Whitney Houston w Sopocie, “Thriller” Michel Jackson, “Purple Rain” Prince, “Vogue” Madonna, “Human Behaviour” Bjork, “Where the Wild Roses Grow” Kylie Minogue i Nick Cave, “Material Girl” Madonna czy “Wanna Be” Spice Girls.
Wybór polskich piosenek dla mnie jest nieco zaskakujący. Ze sceny pada „Wyjątkowy zimny maj” (1991) czy kultowy teledysk „Się ściemnia” (1989), ale słuchamy „Szału niebieskich ciał” (1981) Maanamu. Jest „Ochodząc” Republiki (1998) i mamy też 2 (dlaczego?) utwory Budki Suflera: „Noc komety” (1982) i „Takie tango” (1997) oraz “Gruby czarny kot” zespołu Kaliber 44 (1998)…
Ciekawą sceną jest pogrzeb MTV, gdy aktorzy do trumny chowają artefakty związane z MTV: t-shirty z gwiazdami muzyki i talerz do odbioru tv satelitarnej. Niektórzy wykonawcy parodiują gwiazdy (świetnie wypada komiczna lady Diany w wykonaniu Wojciecha Marka Kozaka), inni próbują je odtworzyć, jeszcze inni stawiają na własną interpretację wielkich hitów nadając im nowy sens. I ci zdecydowanie wygrywają: delikatna Joanna Łaganowska pokazuje swoją wrażliwość w „Careless Whispers”, wzruszający Rafał Kosowski w „Losing My Religion” stawia na naturalność i szczerość przekazu a intrygująca Olga Mysłowska ciekawi swoją wersją utworu „Toxic”.
Twórcy korzystają z prostoty i umowności. Hity mają bardziej elektroniczne i współczesne brzmienie (aranżacja POLPO MOTEL). Scenografia i kostiumy podporządkowane są estetyce telewizyjnego show – schody, kurtyna i symboliczne rekwizyty. Choreografia (Dorota Furmaniuk) jest odwzorowaniem charakterystycznych sekwencji tanecznych ze znanych teledysków.
Krótkie sceny, zmiany ustawienia wykonawców i taniec tworzą spektakl, który można bardziej oglądać i słuchać niż śledzić fabularnie. Przedstawienie trochę śmieje się z dawnej mody i telewizyjnych póz, ale pokazuje też, dlaczego tamta kultura zapadła nam w pamięć.
MTV nie była jedynie stacją z piosenkami. Była oknem na świat dla ludzi, którzy dorastali w Polsce po transformacji. Wałbrzyski spektakl to pożegnanie nie tylko z konkretną stacją, ale i z epoką, która już nie wróci.