Najważniejszy polski festiwal teatralny się zmienia. W programie zabrakło nazwisk często wymienianych jako najgłośniejsze. Nie było Krystiana Lupy, Moniki Strzępki, Grzegorza Jarzyny czy Michała Zadary. I może to brak tych wielkich nieobecnych pozwolił skupić się na tym, co pozostawało trochę w cieniu albo co dopiero się kształtuje i zdobywa uznanie.

Zmiana pokoleniowa w polskiej reżyserii teatralnej staje się faktem, podobnie jak jej feminizacja. Można narzekać (i robię to), że kryteria podziału Boskiej Komedii na konkurs Inferno („dorosły”) i Paradiso („młody”, oba rozstrzygane przez zewnętrznych, zagranicznych jurorów) są arbitralne i niejasne. Jednak cały festiwal, z głównym konkursem włącznie, uległ odświeżeniu. To za sprawą m.in. Anny Smolar, która przyjechała ze świetnym „Dybukiem”, gdzie aktorzy wcielają się w gimnazjalistów odgrywających w szkolnym teatrze klasykę żydowskiego dramatu. Z utrzymanym w komiksowej, cyberpunkowej stylistyce wybuchowym „Robertem Roburem” przyjechał Krzysztof Garbaczewski z TR Warszawa (nagroda za multimedia dla Roberta Mleczki), a Michał Borczuch z nowohuckiego Teatru Łaźnia Nowa z nagrodzonym Grand Prix „Wszystko o mojej matce”.

W tym ostatnim z filmu Almodóvara zostają aluzyjne nawiązania i klimat, reszta to słodko-gorzka liryczno-ironiczna próba przekładania intymnego doświadczenia, szukania wspomnień i siebie w żałobie. Borczuch wraz z aktorem Krzysztofem Zarzeckim opowiadają o swoich realnych przeżyciach – obaj wcześniej stracili matki. Zarzecki w „próbowanym” na koniec monologu mówi: „Mamy to prawo robić za publiczne pieniądze”. „Wykreśl to” – rzuca z obawą do asystentki.

Sam teatr coraz częściej staje się tematem: jako przestrzeń wyobraźni, jako miejsce pracy i ukrytych nierówności, skazanych na porażkę społecznych manifestacji i zawiedzionych oczekiwań.

O tym też mówi „Komediant” z Teatru Jaracza w Łodzi, gdzie Agnieszka Kwietniewska (nagroda dla najlepszej aktorki) wciela się w Bruscona, wędrownego aktora o wielkim ego. Sztuka Thomasa Bernharda pokazuje sztukę jako pole kabotynizmu, pasji, frustracji i nierealizowalnych ambicji – Bruscon w zapyziałej szopie przygotowuje się do zagrania absurdalnie gigantycznego dzieła, w którym spotkać się mają Churchill, Napoleon, Stalin… A na ścianie wisi sobie portret Adolfa Hitlera. Przybrudzony, nikomu nie przeszkadza, czeka na swój moment.

Teatr od zaplecza

Od twórców debiutujących w pierwszych latach po wejściu Polski do UE – Klaty, Strzępki, Zadary czy Rubina – oczekiwano wyrazistych politycznych komunikatów, i to w nich rywalizowano. Dziś już tak nie jest – teatr rzadziej mówi wprost, za to częściej pokazuje własne zaplecze. W konkursie „młodych” zwyciężył muzyczny „Schubert” z Wałbrzycha. Reżyserka Magda Szpecht robi teatr liryczny, na pograniczu dowcipnego sentymentalizmu i tkliwej ironii. Jednocześnie działa lokalnie – angażując seniorów z pobliskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku, zamieniając ich rolami z aktorami i grającymi na żywo wałbrzyskimi filharmonikami. Z kolei w dowcipnym i abstrakcyjnym „Drugim spektaklu” Anna Karasińska przygląda się teatralnej publiczności i jej oczekiwaniom względem spektakli.

Najbardziej bezpośredni polityczny przekaz w „młodym konkursie” okazała się nieść… Gabriela Zapolska. A dokładnie jej sceniczna biografia – też z Wałbrzycha – „Zapolska Superstar (czyli jak przegrywać, żeby wygrać)” w reż. Anety Groszyńskiej, wielokrotnie przerywana oklaskami. Ironiczna, zagrana z temperamentem opowieść o kobiecie, która nie poddaje się społecznym oczekiwaniom w swoim życiu seksualnym, twórczości czy zawodowych poszukiwaniach, szkalowana przez prawicową prasę czy samego Henryka Sienkiewicza. Spektakl przeciwko marazmowi i duchocie.

Z kolei „Dzieje upadków” według „Kuzynki Bietki” Balzaka w reżyserii Małgorzaty Warsickiej to próba odświeżenia formuły teatru mieszczańskiego. W Małopolskim Ogrodzie Sztuk (scena Teatru Słowackiego) wyestetyzowaną, muzyczną sztukę o miłości i pieniądzach. Aż dziwne, że Balzak – literatura o awansie, o tym jak kapitalizm łamie charaktery – nie budził dotąd zainteresowania polskiego teatru.

Dulscy naszych czasów

Balzak zdaje się mówić o problemach współczesności więcej niż zaimportowany z Niemiec najnowszy tekst Mariusa von Meyenburga „Plastiki”, którego premiera w reżyserii Grzegorza Wiśniewska otwierała festiwal w Teatrze Słowackiego. To pocztówka ze świata współczesnych Dulskich, zakompleksionego lekarza i pretensjonalnej, nieudanej artystki. Przybycie nowej służącej otwiera w ich związku bramy piekła niespełnień, pożądań i hipokryzji – trochę jak w „Iwonie” Witolda Gombrowicza. Spektakl jest pierwszą produkcją Bartosza Szydłowskiego w roli nowego dyrektora artystycznego Teatru Słowackiego. Szydłowski łączy tę funkcję z szefowaniem Boskiej Komedii i Teatrowi Łaźnia Nowa. „Plastiki” nie trafią ani do raczej zachowawczej publiczności Słowackiego, ani festiwalowych widzów, którzy przywykli do odważniejszych poszukiwań.

Nic dziwnego, że głośniej było o drugim wyprodukowanym przez sam festiwal spektaklu otwarcia – „Wieloryb. The Globe”, głównie dlatego, że na scenę powraca tu po wylewie Krzysztof Globisz. Już drugi raz, po głośnych „Podopiecznych” Pawła Miśkiewicza, wystawionym w Starym Teatrze monumentalnym dramacie Elfriede Jelinek o hipokryzji Zachodu względem kryzysu uchodźczego (nagroda za scenografię dla Barbary Hanickiej). Obok również powstałego w Starym „Wroga ludu” Jana Klaty (nagroda za rolę męską dla Juliusza Chrząstowskiego) – klasycznej sztuki Ibsena o korupcji mediów i władzy – to jedna z dosadniejszych wypowiedzi tegorocznego festiwalu. Choć najdobitniejszym, powracającym występem i tak był protest artystów przeciwko niszczeniu przez władze samorządowe i ministerialne Teatru Polskiego we Wrocławiu, jednej z najważniejszych polskich scen. W powtarzanym geście solidarności z jego aktorami nawet jury zakleiło sobie usta.

___________

*Witold Mrozek był jednym z doradców programowych tegorocznego festiwalu Boska Komedia.

________________

Najlepsze przedstawienie (50 tys. zł): „Wszystko o mojej matce”, reżyseria Michał Borczuch, Teatr Łaźnia Nowa

Najlepszy reżyser (10 tys. zł): Wiktor Rubin, „Każdy dostanie to, w co wierzy” (Teatr Powszechny w Warszawie)

Najlepsza scenografia (10 tys. zł): Barbara Hanicka, „Podopieczni” (Narodowy Stary Teatr w Krakowie)

Najlepszy zespół twórczy: Agata Duda Gracz i Łukasz Wójcik, „Kumernis, czyli o tym jak świętej panience broda rosła” (Teatr Muzyczny w Gdyni)

Najlepsza rola męska (10 tys. zł): Juliusz Chrząstowski, „Wróg ludu” reż. Jan Klata (Narodowy Stary Teatr w Krakowie)

Najlepsza rola żeńska (10 tys. zł): Agnieszka Kwietniewska, „Komediant”, reż. Agnieszka Olsten (Teatr Jaracza w Łodzi)

Najlepsza drugoplanowa rola męska: Jan Peszek, „Podopieczni” reż. Paweł Miśkiewicz (Narodowy Stary Teatr w Krakowie)

Najlepsza drugoplanowa rola żeńska: Renia Gosławska, „Kumernis, czyli o tym jak świętej panience broda rosła”, reż. Agata Duda-Gracz (Teatr Muzyczny w Gdyni)

Najlepsze multimedialne opracowanie wizualne: Robert Mleczko, „Robert Robur” (TR Warszawa)

Konkurs młodych twórców Paradiso: „Schubert. Romantyczna kompozycja na dwunastu wykonawców i kwartet smyczkowy”, reż. Magda Szpecht (100 tys. złotych na produkcję następnego spektaklu) (Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu)

„Po najważniejszym polskim festiwalu teatralnym: odmłodzona Boska Komedia”
Witold Mrozek
Gazeta Wyborcza online