Dwa dni przed wyborami (8.05.) Teatr Nowy wystawił premierę spektaklu, który świetnie opisuje przyczyny niezadowolenia z obecnych elit politycznych. W „Obywatelu K.” Artura Pałygi w reżyserii Piotra Ratajczaka, nie kierują się one celami wyższymi niż doraźna korzyść, zagubiły gdzieś dawne solidarnościowe ideały, a z mediów zrobiły usłużne narzędzie do panowania nad społecznymi nastrojami.

Akcja toczy się we współczesnej Polsce, niegdysiejsi opozycjoniści znakomicie dogadują się z byłymi ubekami, właśnie budowane są autostrady i co rusz hucznie otwiera się ich kolejny odcinek, choć nie zawsze wiadomo, czy da się nim dokądkolwiek pojechać.

Ale „Obywatel K.” nie jest agitką wyborczą jakiejkolwiek partii. W historii młodej dziennikarki, która – jak Agnieszka z „Człowieka z marmuru” – ma zrobić reportaż o zapomnianym bohaterze, najważniejsze jest zderzenie tych, którzy wolność wywalczyli, z pokoleniem urodzonym i wychowanym w urządzonym przez nich kraju. Za życie bez perspektyw, bez autorytetów i bezbarwną papkę serwowaną przez media, dawni zadymiarze, jako oskarżenie mogą usłyszeć od buntujących się dzieci i wnuków wiersz Czesława Miłosza. Ten sam, którym oni oskarżali reprezentantów poprzedniego ustroju: „Który skrzywdziłeś człowieka prostego…”.

Autor dał sztuce podtytuł „szopka” i w takiej konwencji została zrealizowana. Aktorzy grają po kilka postaci. Właściwie nie wiadomo, kiedy szopka się zaczyna, bo gdy widzowie wchodzą na widownię, akcja już się toczy. Ekipa telewizyjna przeprowadza z kimś wywiad, faceci w garniturach dopalają papierosy przed wyjściem na trybunę. Wkrótce działaniom aktorów będzie towarzyszył śmiech publiczności, bo trudno powstrzymać się od niego, słysząc bełkot oficjalnych wystąpień albo niejasne tłumaczenia bohaterów, którzy odwrócili się od dawnego przyjaciela. Śmiech staje się mniej spontaniczny, gdy na dużym ekranie stojącym na scenie, tak jak podczas wielkich imprez, wyświetlane są twarze widzów, w ten sposób stają się aktorami – statystami w scenicznym świecie i okazuje się, że jest tu jakoś tak dziwnie znajomo.

„Obywatel K.” to wspólne przedsięwzięcie Teatru Nowego i Teatru im. J. Szaniawskiego w Wałbrzychu. Występują w nim aktorzy z obu tych miast. Nasi dobrze wypadli zarówno wśród reprezentantów zdegenerowanych elit, jak i młodzieży dojrzewającej do buntu.

Andrzej Kroczyński jako rektor wyższej uczelni z ubecką przeszłością celnie parodiuje osoby mające taki życiorys. Pokazuje jak niewiele trzeba by „miękkie” metody przesłuchań zamienić w przymilną i fałszywą uprzejmość. Jarosław Karpuk z wprawą oddał arogancję zapatrzonego w siebie urzędnika. Dariusz Czajkowski bez trudu zmienia barwy polityczne, raz jest ważnym politykiem lewicy rozbijającym się nieprzyzwoicie drogim samochodem, po chwili staje się równie ważnym politykiem szafującym hasłem Bóg-Honor-Ojczyzna, czekającym na zmianę politycznej warty. Obie postaci w jego ujęciu są cynikami świadomymi uczestnictwa w politycznej grze. W tej grupie najlepiej wypadł Piotr Tokarz z Wałbrzycha, takiej parodii prezydenta RP ganiającego z flintą po gabinecie, nie zobaczy się nigdzie indziej.

W grupie młodzieży Anna Konieczna (Marianna) z Nowego wraz z Piotrem Mokrzyckim (Jareczek) z Wałbrzycha jak w pigułce pokazują los ludzi, którzy właśnie rozpoczynają zawodowe kariery. Niby wyluzowani, niby ustawieni, bo pracujący w ekipie telewizyjnej, niby poszukujący swoich dróg, w rzeczywistości przestraszeni tym, że poprzednicy pozostawili im bezdroże.

Tytułowy bohater – Kajetan (Ryszard Węgrzyn z Wałbrzycha), wygląda na człowieka z innej epoki. Wokół jego uporu toczy się akcja sztuki. Jest przez cały czas na scenie ale odezwie się dopiero pod koniec przedstawienia. To niedobitek z czasów ideowych, dawni towarzysze woleliby o nim zapomnieć, bo nie poszedł z nimi, gdy można było wymienić zasługi na stanowiska i profity. Został na działce. Autorka scenografii, Matylda Kotlińska urządziła mu ją w zagłębieniu na środku sceny z prawdziwą ziemią i roślinami.

Drugą główną rolę gra Aleksandra Przybył (PWSFTViT w Łodzi). Jej Agnieszka również jest postacią niepasującą do innych bohaterów. Bo nie może do nich pasować młoda dziennikarka naiwnie sądząca, że jej zawód polega na mówieniu ludziom prawdy o otaczającym ich świecie. Jej poprzedniczka z „Człowieka z marmuru” doczekała „Solidarności”. Czego ona doczeka? Zmiany?

Wojciech Cydzik
Nowiny Zabrzańskie