Sierotka śmierci

Natalia Korczakowska w wałbrzyskim spektaklu czyta "Skrzywdzonych i poniżonych" przez pryzmat jednego pytania: Dlaczego umiera dziecko? Tytułowa Nelly jest więcej niż tylko wyrzutem sumienia świata Dostojewskiego

Reżyser ambitnie próbuje pokazać zawikłaną historię miłosną bez ujawniania jej początku, kreślenia tła, które otacza Nataszę (Ewelina Żak), porzuconego przez nią narratora Wanię (Maciej Wyczański), jej nowego ukochanego Aloszę (Jarosław Dziedzic) i rywalkę Katię (Marta Zięba). Długo nic nie wiadomo, kto z kim, bo wszyscy jeden przez drugiego opowiadają o kłopotach sercowych. O odrzuceniu, tęsknocie, męce niekochania, nieumiejętności wyrażenia uczucia. Magmowa rzeczywistość przykrywa sens erotycznych i rodzinnych intryg, wypacza charakter związków emocjonalnych. Bohaterowie łażą po widmowych dekadenckich knajpach, są uwięzieni w przezroczystym module do grania. Zagłuszają cierpienie pośród scenicznego chaosu, włażą z butami w czyjś monolog, intymną sytuację. Sprawny operator podkłada bohaterom kamerę pod nos. Na ekranie zawieszonym pod sufitem oglądamy zbliżenia ich pusto zawziętych twarzy. I jest tak, jakby Korczakowska podpowiadała nam: zobaczcie to sami z bliska – w nich nic nie ma. Wszystko zostało skłamane. Strategia Korczakowskiej to najwyraźniej zderzenie schematu melodramatycznego z dwuznacznością ludzkich zachowań i intencji. Melodramat wymaga, by tak rzec, "kolejności uczuć", chronologicznego pokazania komplikacji, na jakie natrafia uczucie bohaterów. A tu zasupłują się plany czasowe, przestrzeń jest jak szwajcarski ser. Jeśli się nie zna powieści Dostojewskiego, można pogubić się w fabularnym i emocjonalnym zamieszaniu. Jedne elementy powieści zostały uwspółcześnione, inne nie, co wprowadza w strukturę przedstawienia nieprzyjemne zgrzyty. Wulgaryzmy kłócą się na przykład z dziewiętnastowieczną rozlewnością dysputy Wanii i Księcia. Podmiana realiów obyczajowych i motywacji bohaterów została dokonana bez interwencji w relacje i zależności między nimi. Obecność wielu postaci w tak pomyślanym scenicznym świecie zupełnie się nie tłumaczy: kim jest Masłobojew Rafała Kosowskiego, szemrany typ i szantażysta, który nagle odzywa się pijackim monologiem z dzienników Dostojewskiego o wielkości Rosji? Nie przekonuje mnie też Książę Piotra Tokarza. Bo nie jest ani cwany, ani demoniczny. Rywalki do serca Aloszy są właściwie takie same. Korczakowska słusznie boi się banału, ale niesłusznie – wzruszenia. Chce przykuć naszą uwagę tylko do jednej prawdziwej postaci. Małą Helenkę, czyli Nelly, gra w Wałbrzychu Małgorzata Białek. Ciekawy debiut. Jest w tej młodej aktorce dziecięce skaleczenie. W uśmiechu, który przypomina grymas bólu, w smutnym spojrzeniu. W takiej na poły wstydliwej obecności na scenie. Smutna dziewczynka, którą wszyscy zmuszają do opowiedzenia swojej historii, a potem nikt nie chce jej wysłuchać do końca, kilka razy zaczyna swój kaleki monolog. Reżyser chce z pomocą postaci Nelly unieważnić szamotaninę młodości. Zdyskredytować pozy i nabzdyczenie starszych bohaterów. W jej świecie nie ma rodziny. Nie istnieje współczucie. Jest tylko rozpacz dziecka traktowanego jak przedmiot, wykorzystywanego seksualnie. Na jej szczerości i śmierci robi się w końcu dobry interes. W finale ktoś odpali sztuczne ognie, będą uściski pogodzonej rodziny i kochanków. Kłaniający się widzom aktorzy przeskakują przez ciało dziewczynki, która nie wstaje do oklasków. Nikt nie płacze po sierotce śmierci.

"Sierotka śmierci"

Łukasz Drewniak

Dziennik nr 238 – dodatek Kultura

10 października 2008