Za reżyserski talent wykorzystany w spektaklu "Blask życia" jurorzy i publiczność nagrodzili Mariusza Grzegorzka. Tuż za nim w jurorskich werdyktach uplasował się Artur Tyszkiewicz.

« – To nie było tak, że nie spałem i myślałem tylko, kto mi da woreczek z pieniędzmi. Jednak kiedy wczoraj w nocy otrzymałem telefon, żeby przyjechać do Katowic, domyśliłem się, że prawdopodobnie po ów woreczek. Intuicja totalnie mnie zawiodła – myślałem o jednym, żona przeczuwała dwa – mówił w sobotni wieczór w Teatrze Śląskim Mariusz Grzegorzek, który z rąk trzech jurorów otrzymał sakiewki wypełnione pieniędzmi (10 tys. zł każda) i tym samym zdobył główną nagrodę – Laur Konrada na IX Ogólnopolskim Festiwalu Sztuki Reżyserskiej "Interpretacje".

To specyfika katowickiego festiwalu – każdy z jurorów ma do dyspozycji woreczek z pieniędzmi, który musi przekazać jednemu twórcy i publicznie uzasadnić swoją decyzję. Reżyserem wieczoru był Kazimierz Kutz, dyrektor artystyczny festiwalu, który zadbał o odpowiednie napięcie. Janusz Głowacki jako pierwszy wyróżnił Artura Tyszkiewicza za "Iwonę, księżniczkę Burgunda". Następnie Jerzy Kalina i Jan Kanty Pawluśkiewicz wychwalali reżyserię Grzegorzka. W chwili, gdy zgodnie z kolejnością swój werdykt miał ogłosić Eustachy Rylski, Kutz poprosił Jerzego Trelę. Ten, ofiarując woreczek reżyserowi "Iwony", wyrównał wynik na 2:2. – Teraz wszystko zależy ode mnie i czuję na sobie tę odpowiedzialność, choć pewnie nie zaskoczę nikogo specjalnie swoim werdyktem – mówił z satysfakcją Rylski, który szalę zwycięstwa przechylił na rzecz Grzegorzka.

– Bardzo się starałem, żeby nie był to spektakl – jak go często klasyfikowano – "brutalny obraz życia amerykańskiej prowincji", czyli w zasadzie coś, na co nie powinno się chodzić do teatru – mówił o spektaklu "Blask życia" z Teatru im. Jaracza w Łodzi zwycięzca Interpretacji po otrzymaniu Lauru Konrada. Spektakl zachwycił widzów przede wszystkim intensywnością aktorskich ról. Nagroda należała się Grzegorzkowi za fenomenalną pracę z łódzkim zespołem, a w szczególności z Małgorzatą Buczkowską, która wcieliła się w rolę młodej Lisy maltretowanej psychicznie i fizycznie przez jej teatralnego partnera Clinta (Ireneusz Czop). Buczkowską niebawem zobaczymy w głównej roli w nowym filmie reżysera, nad którym teraz pracuje.

Jedynym rywalem Grzegorzka okazał się Artur Tyszkiewicz, który po przerwie i za namową żony wrócił do teatru i w wałbrzyskim Teatrze Dramatycznym zaproponował groteskową i uwspółcześnioną "Iwonę, księżniczkę Burgunda" Gombrowicza. Zdobył dwa woreczki oraz nagrodę dziennikarzy.

Bez nagród Katowice opuścili Łukasz Kos, który przyjechał ze studenckim spektaklem opartym na prozie Doroty Masłowskiej, oraz Agata Duda-Gracz, która jako ostatnia w konkursie pokazywała warszawską realizację "Prze(d)stawienia". Bez Lauru Konrada po raz trzeci festiwal opuszczał też Jan Klata, który przyjechał z głośnym autorskim projektem "Transfer!".

 

Mariusz Grzegorzek

urodził się w 1962 roku w Cieszynie. Reżyser filmowy i teatralny, scenarzysta. Studiował historię sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim, ukończył Wydział Reżyserii PWSFTviT w Łodzi, w której od 1989 roku jest wykładowcą. W 2006 roku uzyskał tytuł profesora nauk filmowych. Za filmowy debiut "Rozmowa z człowiekiem z szafy" otrzymał liczne nagrody w Polsce i na festiwalu w Wenecji. W teatrze debiutował w 1994 roku. Najczęstszym obszarem jego scenicznych poszukiwań jest współczesna dramaturgia amerykańska i angielska. Jest związany z łódzką sceną. – Teatr jest dla mnie miejscem bardzo intensywnego spotkania i mam szczęście, że mogę pracować z ludźmi, którzy są niebywale migotliwi i cudowni. Kiedy z nimi pracuję, wydaje mi się, że czarne strony świata nie istnieją i dlatego właśnie z nimi mogę robić spektakle o mrocznej stronie rzeczywistości. Ostatecznie przecież robimy to, by powiedzieć prawdę wieczną i banalną, że jeżeli nie będziemy się kochać, to nie będziemy kochani – mówił w sobotę.

 

* * *

Werdykt jurorów Interpretacji

Janusz Głowacki

woreczek dla Artura Tyszkiewicza

Reżyseria "Iwony" to karkołomne przedsięwzięcie, ponieważ już wiele razy była inscenizowana, a po drugie – Gombrowicz to intelektualny kuglarz, dziwno-lodowaty. Tyszkiewiczowi, dzięki jego poczuciu humoru, wyobraźni, umiejętności gry konwencjami udało się ten chłód porozbijać. To sukces jego, teatru z Wałbrzycha, który świetnie to wykonał, i nasz sukces, że się nie nudziliśmy, co nie zawsze nam się udawało podczas tego skądinąd wspaniałego festiwalu.

Jerzy Kalina

woreczek dla Mariusza Grzegorzka

Grzegorzek postanowił w kameralnej przestrzeni pokazać dom. To amerykańska żyjnia, która rozpada się przy byle wichurze, dom, który ma liche meble, marne tapety, nie ma drzwi ani okien. Odebrałem ten spektakl niewiarygodnie boleśnie. Co się dzieje z nami, którzy nie obdarzamy innych ciepłem, nie zwracamy uwagi na talenty swoich dzieci, przyjaciół, najbliższych i myślimy tylko o sobie? Myślę, że w tym spektaklu Grzegorzek przycisnął ludzki, ostatni, czerwony guzik, żebyśmy się pokłonili innej osobie, a nie sobie.

Jan Kanty Pawluśkiewicz

woreczek dla Mariusza Grzegorzka

Chcę zacytować słowa Konrada Swinarskiego: "Istotą reżyserii jest zderzenie myśli, wynikającej z dramatu, z żywą istotą ludzką". Mariusz Grzegorzek zrobił to w sposób najdoskonalszy. Sztuka, na podstawie której powstał spektakl, opowiada o ludziach ubogich i uwikłanych, w egzystencji najniższej rangi, natomiast spektakl powstał rangi najwyższej – w kameralnej przestrzeni, z zachowaniem dynamiki, tempa, ekspresji i z niebywale wiarygodną grą aktorów.

Jerzy Trela

woreczek dla Artura Tyszkiewicza

Nie będę streszczał Gombrowicza, bo on jest tylko do opowiedzenia na scenie. Nagradzam Tyszkiewicza za harmonię wszystkich elementów, środków i możliwości, jakie stwarza teatr. Za branie z tradycji tego, co najlepsze, za wcielanie tego w swój własny, błyskotliwy teatr. Chciałbym też podziękować za nadzieję, jaką stworzył ten reżyser. Nadzieję, że teatr może być jednocześnie piękny, radosny, smutny, dowcipny i przede wszystkim mądry.

Eustachy Rylski

woreczek dla Mariusza Grzegorzka

Gdyby to był konkurs dramaturgiczny, to palcem bym nie kiwnął na rzecz tego tekstu, ale ponieważ jest to konkurs sztuki reżyserskiej, to głosuję na Mariusza Grzegorzka, który moim zdaniem był najdojrzalszym i najdyskretniejszym reżyserem. Był ukryty za przedstawieniem, co wymaga odwagi i dojrzałości. Chcę też powiedzieć, że swój sukces dzieli z odtwórczynią roli Lisy – Małgorzatą Buczkowską – i są prawdziwymi szczęściarzami, że udało im się na siebie trafić.»

"Laur Konrada dla Grzegorzka"
Aleksandra Czapla-Oslislo
Gazeta Wyborcza – Katowice nr 60
12-03-2007