Paweł Demirski dopisał ciąg dalszy do czechowowskiego „Wujaszka Wani”. Specjalista od ostrego komentowania rzeczywistości tym razem pod lupę wziął Polaków. Biernych, sfrustrowanych, tęskniących za komunistycznym poczuciem bezpieczeństwa i pracą, która „nie zając, nie ucieknie”.

Rzecz rozpoczyna się 18 lat po wydarzeniach opisanych przez Czechowa, przy czym akcja została przeniesiona z XIX-wiecznej Rosji do dzisiejszej Polski. Bohaterowie mieszkają w śląskim familoku, z meblościanką z lakierowanej sklejki, z kryształową zastawą, gipsowymi figurkami, jelenimi rogami, piszczącym czajnikiem, wykafelkowaną na niebiesko łazienką. W centrum domu tradycyjnie, po śląsku, stoi stół.

Poza tym niewiele się zmieniło: wujaszek Wania w dalszym ciągu chce zastrzelić Sieriebriakowa (oryginalną sztukę kończył, jak pamiętamy, nieudany zamach z użyciem strzelby), niania nieustannie zajęta jest gotowaniem, Sonia, córka Sieriebriakowa z pierwszego małżeństwa, kocha lekarza Astrowa, ten zaś marzy o żonie profesora Helenie, ziemianina Tielegina ciągle nikt nie szanuje. Wszyscy tu narzekają na „tych, którzy mają lepiej”, żyją po nic i czekają na cud, ewentualnie śmierć kogoś z rodziny. Przyczynę swoich nieszczęść upatrują w zamkniętych kopalniach, choć wcale w nich nie pracowali.

Sieriebriakow i Helena są inni: mieszkają w stolicy, zajadają krewetki, ryzykują i wygrywają. Dzięki ciężkiej pracy podbijają świat. Mieszkańcy prowincji chcą ich naśladować, nauczyć się przedsiębiorczości i życiowej zaradności. Nic z tego nie wyjdzie: Wujaszek Wania potrafi jedynie toczyć wyimaginowane walki bokserskie z profesorem, uwodzić nieistniejące kobiety, czasem, bez narażania się na ostracyzm, pójść do psychiatry (co, obok prywatnej edukacji, razowego pieczywa w sklepie i produktów bez soli, jest jednak jakąś zdobyczą ostatnich lat). Gdy Wania dowie się, że profesor nie żyje, zamiast ucieszyć się, wpadnie w rozpacz – teraz będzie musiał wziąć sprawy w swoje ręce.

Demirski i Strzępka opisali ten świat w scenkach rodem z polskich filmów sensacyjnych, groteskowo-bajkowych wstawkach o diamentach, które co bardziej zaradni obywatele potrafią wydobywać, rozwlekłych i pełnych ironii rozmowach, w których bohaterowie rozliczają się z życiem. Mało tu scenicznych sztuczek: siłą spektaklu jest świetna, konsekwentna gra aktorska. Porywają Aleksandra Cybulska (Sonia) oraz Włodzimierz Dyła (Wujaszek Wania), imponująco wypadli też Sabina Tumidalska (Niania) i Piotr Tokarz (Astrow).

„Diamenty” to spektakl ważny i zabawny. Strzępka i Demirski nie szukają rozwiązań, nie stają w niczyjej obronie. Uświadamiają tylko, że kapitalistycznej maszynie niewiele mamy do powiedzenia: albo wchodzimy w jej tryby, słuchamy instrukcji, co jeść, jak się ubierać i o której chodzić spać, albo lądujemy w lamusie społeczeństwa.

"Wujaszek Wania na out"

Katarzyna Kamińska

Gazeta Wyborcza – Wrocław nr 127

02 czerwca 2008