przekład: Karolina Bikont
Reżyseria: Marianne Wendt
Scenografia: Malve Lippmann
Polska prapremiera 14 lutego 2004
Czas trwania 110 min. (1 przerwa)
Występują:
Irena Wójcik, Tomasz Orpiński (gościnnie), Dariusz Skowroński, Andrzej Szubski, Ryszard Węgrzyn, oraz Łukasz Brzeziński
„ – To sztuka o nas – szturchała mnie w łokieć redakcyjna koleżanka. I choć nie jesteśmy parą, musiałem jej przyznać rację. W końcu któż z nas Panowie nie dokonywał w przeszłości dramatycznych wyborów w rodzaju romantyczny wieczór z dziewczyną czy mecz fazy grupowej Ligi Mistrzów.
[…]Autorka sztuki Sibylle Berg, wpadła na prosty, a zarazem genialny pomysł. Narratorem uczyniła psa. Zwykłego czworonoga, który jest może nieco cyniczny, ale za to ludzkie uczucia, filtrowane przez jego prosty i klarowny sposób pojmowania sprawy, wyglądają wręcz karykaturalnie. W tej roli wystąpił świetny Tomasz Orpiński. Jest więc pies, który opowiada nam historię uczucia pary, która go przygarnęła. On (Andrzej Szubski) podstarzały i znudzony lowelas oraz Ona (Irena Wójcik) idealnie pasująca do definicji “kobiety po przejściach”.
[…]Po pierwszym kwadransie sztuki myślałem, że niemiecka reżyserka Marianne Wendt postawiła na kameralność. Dwa okna, ciemne stroje aktorów, podkreślająca nastrój kolejnych scen gra świateł. Zdanie zmieniłem, gdy na deskach teatru wylądował ogromny biały domek, który spokojnie mógłby wystąpić w teledysku Krzysztofa Krawczyka. Jeden z wielu fajnych elementów scenograficznych stworzonych przez Malve Lippmann.”
Michał Wyszowski – Chorzy z miłości – „NOWE WIADOMOŚCI WAŁBRZYSKIE”
Weźcie psa! Może napisze o was książkę?
Znacie ten stan? Już nie można dłużej leżeć w łóżku, nie można znaleźć wygodnej pozycji, poduszka uwiera. Definitywnie trzeba wstać, a przed nami jeszcze tyle pustych godzin. Dzień, w który męczy nawet odpoczynek…
To stan, w którym dotrwanie do wieczora staje się najważniejszym celem, każda czynność jest przedłużana w nieskończoność, każdy ruch wykonywany z precyzją i pieczołowitością, aby tylko zająć dodatkowe sekundy. Aż w końcu przychodzi czas na sen. Sen, który także nie chce nadejść.
Nasycone sukcesem życie, pełne udanych działań i satysfakcjonujących osiągnięć, pozorne szczęście wynikające z posiadania rzeczy stają się mało istotne wobec tortury nudy i samotności.
Co zatem może zrobić dama w balzakowskim wieku, przez otoczenie określana mianem kobiety sukcesu, kiedy już podda swe ciało absolutnie wszystkim zabiegom upiększającym, kiedy pozbędzie się nawet cienia kurzu w mieszkaniu i na dodatek po zamknięciu sklepów z konfekcją? Może pójść do kawiarni sączyć kawę, wino lub sok z marchwi – w zależności od preferowanego trybu życia – i mieć nadzieję, że zaczepiający ją mężczyźni będą na tyle trzeźwi, by dawali się gładko spławić… Może jeszcze zadzwonić do przyjaciółki, która ma mnóstwo kolegów "samotnych, ustawionych, skrzywdzonych przez los i byłą żonę". Taka swatka – według sobie tylko znanego klucza – przysyła znajomych na randki w ciemno…
Ciąg dalszy? Dwoje samotnych ludzi złączonych blatem kawiarnianego stolika zaczyna szukać wspólnego mianownika, wspólnego sposobu na wypełnianie godzin pozostałych – po osiągnięciu sukcesu – do wieczora równie rozpaczliwego, jak poprzedzające go chwile. Wybudują dom. Będą pielęgnować ogród. Pojadą na wycieczkę dookoła świata. Może nawet uda im się osiągnąć porozumienie w kwestii ułożenia szczoteczek do zębów w łazience. I ciągle będą się nudzić obok siebie.
Są spragnieni czegoś, czego nie potrafią nazwać. Chcą wyrwać się samotności. Za wszelką cenę. Do swego sterylnego życia zaproszą nawet psa. Jeśli nie stanie się dla nich wspólnym mianownikiem, to może chociaż napisze książkę?
Katarzyna Migdałowska
"Pies, Kobieta, Mężczyzna to historia związku kobiety i mężczyzny komentowana przez psa. Ironiczna wizja relacji damsko-męskich tworzy koloryt humorystyczny, jednak pod warstwą zabawy kryją się pełne niepokoju pytania o istotę ?…nieudanej próby związku pary samotnych czterdziestolatków, których marzenie o szczęściu we dwoje nie wytrzymało banalności życia codziennego i prysło niczym bańka mydlana"
Marianne Wendt




















Jak zwykle, po kolejnym przedstawieniu w naszym Teatrze jestem zachwycona. Nie często bywa się na spektaklach, gdzie tak ogromne wrażenie jest w stanie zrobić pięciu aktorów. Bardzo przemawia do psychiki kobiety (piszę za siebie:-)), ale myślę że i do mężczyzny również. Po raz kolejny pokazaliście nam jak wiele nie wiemy o sobie.. Przy tym wszyskim doskonała sceneria i humorystyczny przekaz. Wszystkim gorąco polecam!