Natalia Korczakowska, Tomasz Śpiewak
NELLY
wg "Skrzywdzonych i poniżonych" Fiodora Dostojewskiego
w przekładzie Władysława Broniewskiego
Reżyseria, opracowanie muzyczne – Natalia Korczakowska
Dramaturgia – Tomasz Śpiewak
Scenografia, kostiumy – Anna Met
Reżyseria świateł, zdjęcia filmowe – Prot Jarnuszkiewicz
Operator kamery – Marcin Laskowski
Premiera 3 października 2008
45. sezon / 285. premiera
Duża Scena
Czas trwania spektaklu 115 min (bez przerwy)
Obsada:
- Nelly – Małgorzata Białek
- Natasza – Ewelina Żak
- Alosza – Jarosław Dziedzic (gościnnie)
- Wania – Maciej Wyczański (gościnnie) / Andrzej Kłak
- Anna Andriejewna – Lidia Schneider (gościnnie) / Agnieszka Kwietniewska
- Ichmieniew – Dariusz Maj (gościnnie)
- Katia – Marta Zięba
- Książę – Piotr Tokarz
- Kelner 1, Lowa – Krzysztof Grabowski (gościnnie)
- Kelner 2, Boria – Daniel Chryc
- Bubnowa – Irena Wójcik
- Lekarz – Ryszard Węgrzyn
- Masłobojew – Rafał Kosowski
- Aleksandra Siemionowna – Łukasz Brzeziński (gościnnie)
- Starzec – Zbigniew Sowiński (statysta)
Natalia Korczakowska i Tomasz Śpiewak stworzyli spektakl w oparciu o "Skrzywdzonych i poniżonych" Fiodora Dostojewskiego” w przekładzie Władysława Broniewskiego. Twórcy skoncentrowali się na problemie ofiary, jaką staje się śmierć tytułowej bohaterki; ofiary poniesionej po to, by związani z dziewczynką ludzie mogli "żyć długo i szczęśliwie". Nie bez znaczenia jest tu zmiana tytułu, gdyż osią całego spektaklu jest opowieść Helenki (Nelly), stanowiąca zarazem jej spowiedź i narzędzie kaźni. Oczyszczająca moc tego wyznania dla dziecka stanie się zabójcza, ale pozwoli uporządkować życie wszystkim osobom z nią związanym. Spektakl pyta – między innymi – o sens takiej ofiary.




















No i… Nikt nie skomentował, bo nikt nie zrozumiał… ;) Dostojewskiego to w tym raczej nie było, ale było kilka niezłych momentów, choć jak na dwugodzinny spektakl to za mało, żeby mógł się on obronić. Wcześniej tak strasznie wynudziłam się tylko na „Burzy”.
Podobał mi się M. Wyczański – urzekająca rozdramatyzowana gra całym ciałem, trochę przesadzona ale i tak jego oglądało się tam najlepiej.
Komentarz Eveline…
Nie idę.
ile to trwa?
2 godzinki:)
Głupi jestem, a jednak mądrze mam mówić (Gombrowicz)
Najpierw trzeba mi wyjaśnić dlaczego piszę. Po pierwsze, nie mam zamiaru wpływać na czyjś ogląd (każdy ma prawo do swojego), po drugie, nie idzie wbrew pozorom o żadne chwalenie, po trzecie, chodzi o głos, jaki można położyć na drugą szalę. Z Eveline się nie zgodzę i jak sądzą kilka słów z drugiej strony też się przyda.
Przyznam, że nuda, to rzecz naprawdę okropna (tym bardziej w teatrze), ale przyznam się też, że na Nelly nudzić mi się nie udało. Zgoda jednak na to, że wałbrzyska publiczność być może nie rozumie. I nie to jest naprawdę straszne, że nikt sztuki nie skomentował przed Eveline, ale o to, że aktorom należy się większy aplauz niż ten, którego byłem uczestnikiem (9.11.2008). Pozostaje mi tylko rozczarowanie i złość na samego siebie, bo może jeśli sam zainicjowałbym – jak to się modnie dziś mówi – standing ovation, to może ktoś by ze mną wstał, choćby bezrefleksyjnie, lub dla zasady. W każdym razie, to się po prostu aktorom i pomysłodawcom spektaklu należało. Niestety wolę być obserwatorem niż inicjatorem.
Przechodząc do konkretów. Nie szukajmy w sztuce, czegoś czego tam po prostu nie ma. Nie oczekujmy akcji, bo się możemy rozczarować. Przynajmniej nie w swej „klasycznej” postaci. Jeśli poznamy losy bohaterów, to tylko wtedy, gdy nadążymy za niezwykle skomplikowaną układanką. Jeśli chodzi o mnie, to proszę mi pozwolić zadowolić się „innymi rozkoszami”. Nelly bowiem – moim zdaniem oczywiście – to nie teatr a k c j i ale teatr i n t e r a k c j i. Dlatego też zachęcam szczerze, do przyglądania się temu, jak człowiek żyje w obliczu drugiego człowieka. W obliczu Innego. Historia Nelly i innych, schodzi tu dla mnie na plan drugi, trzeci nawet. I nawet wydaje mi się, być może całkiem słusznie, ze Dostojewskiego wcale tu nie tak mało. Czy aby nie idzie tu o ludzkie portrety?
I jeszcze na koniec, nie zdradzając przed przyszłymi widzami zbyt wiele, kilka gratulacji dla wałbrzyskiego zespołu: za pomysły, za rozwiązania, za „poszerzanie” sceny, za poruszanie wielu (po)nowoczesnych kwestii, wreszcie za perfekcyjną, katarktyczną grę aktorów, budzącą zarówno strach, jak i uśmiech.
O „Nelly” można by prawić dużo i długo ale jest to (jeśli opisać w skrócie) sztuka trudna, o dużej symbolice wcale nie ułatwiającej odbioru. Tym komentarzem nie chcę zniechęcić do uczestnictwa w spektaklu ale podkreślić jej wyjątkowość. Podział sceny na dwie części, kamera w ruchu, projektor rzucający obraz nad sceną, no i oczywiście „Wania” z „małą”. To wraz z grą aktorów tworzy ten spektakl. Mocny symboliczny akt, gdy karmiono Nelly bezami z śmietaną naprawdę szokował.
Tylko szkoda że musiałem stać sam…
Drogi eSeNie!
Myślę, że nie zgadzamy się już na poziomie definicji pojęcia ‘akcja’, ale to bardzo dobrze… ;)
Owszem, po czasie też dostrzegam pewne podobieństawa z Dostojewskim – spektakl jest tak samo marudny jak cała jego twórczość. Psychologizm? Hmmm, raczej postaci pozbawione charakterów… Pozdrawiam
Spektakl poruszający na początku i na końcu, w połowie moja uwaga przeniosła się bardziej na doświadczaniu miękkości fotela i rozmyślaniu czy ktoś zauważy jak się chwilę zdrzemnę. Przyznam, że na spektakl poszłam bez wcześniejszego zaznajomienia się z oryginalnym utworem i może to był błąd, bo sztuka wydała mi się nieciekawa. W odbiorze przeszkadzało mi też to, że momentami ciężko było zrozumieć wypowiadane kwestie, ale zauważyłam takie momenty też na innych spektaklach więc to może specyfika Wałbrzyskiej sceny i nagłośnienia… lub wiecznie tykających reflektorów.
Sztuka świetna,pozytywnie ja odbieram, ale jak dla mniemogłoby być mniej scen etotycznych…podziwiam Martę Ziębę…
Eveline, myślę, że jesteś trochę gąska…wybacz, ale czytając twoje komantarze TYLKO tak moge Cię odebrać.
Nelly… Nie było łatwo, to fakt, ale uważam, że jest to sztuka, którą naprawdę warto obejrzeć. Przyznam szczerze, że momentami gubiłem się w tym, co było prezentowane na scenie, zwłaszcza gdy próbowałem jednocześnie uchwycić wydarzenia na Telebimie, ale warto się skupić dla uchwycenia tak wielu ukrytych kwestii… Do tego genialna gra aktorów, a zwłaszcza uwielbianego przeze mnie Dariusza Maja i aktorki, którą miałem przyjemność oglądać po raz pierwszy Małgorzaty Białek. Pani Małgosiu :)
Moim zdaniem bardzo dobry spektakl. Fakt były momenty dla mnie niezrozumiałe, ale nie przeszkadzało mi to w odbiorze sztuki. Znakomita gra aktorska. Bohaterowie bardzo charakterystyczni… wiele ciekawych rzeczy można wyczytać między wersami, albo z symboli.
Ciekawa według mnie scenografia, zagospodarownie przestrzeni scenicznej… muzyka… ekran…
Uważam że WARTO wybrać się na Nelly:)