Premiera 20 czerwca

Dynastia

 

spektakle:

20 czerwca g.18:00

21 czerwca g.18:00 po spektaklu zapraszamy na debatę poświęconą ZDROWIU I CHOROBIE na kanwie przedstawienia. wstęp wolny!

22 czerwca g.19:00

23 czerwca g.19:00

24 czerwca g.19:00

Przeczytaj komentarze

  • Spektakl, moim zdaniem, niezbyt udany, ugiął się pod własnym ciężarem; nie udało się realizatorom ani odtworzenie amerykańskiego mitu osadzonego w republikańsko-konserwatywnym środowisku, ani tematyka choroby będącej przenośnią zepsutego, kapitalistycznego świata nie została potraktowana tu zbyt głęboko. Brakuje też odniesień do tego, co zapowiadało się ciekawie, tzn. jak serial przez długie lata kształtował polski sen o luksusie, jak wyrastała amerykańska mitologia pod polskimi strzechami; nie dostrzegam również antagonizmu Denver – Czarodziejska Góra, o którym mówił Sebastian Majewski. Było za to powierzchownie i bełkotliwie. Osobiście nie wróżę wielkiego sukcesu „Dynastii” N. Korczakowskiej, ale zobaczymy, może się mylę.

  • Niestety, w tym spektaklu podoba mi się jedynie scenografia, gratulacje dla pani Met. Jeśli chodzi o treść, zgadzam się z Mają – nie znalazłam w „Dynastii” prawie niczego, o czym mówił w wywiadzie pan Majewski, a co wydaje się ważne i ciekawe. Co do formy, bardzo irytujące jest dla mnie to, że widać w tym spektaklu „Nelly”… Choć pierwszy monolog Stevena (tu należy się pochwała panu Zarzeckiemu) robi wrażenie, potem – prawie do końca spektaklu – możemy tylko, za pośrednictwem kamery, zaglądać mu do ust i dziurek nosa, słuchać mlaskań – to też bardziej irytuje, niż porusza i przywodzi na myśl podobne rozwiązanie z „Opętanych”. Bardzo wolne tempo spektaklu jest skontrastowane z końcowymi scenami, które – niestety – nie oferują nic prócz chaosu, bitej śmietany i gołych tyłków. Miałam wrażenie, że spektakl (przez większość czasu dłużący się niemiłosiernie) kończy się nagle i z wątpliwą pointą.

  • Szczerze mówiąc… był to pierwszy spektakl, gdzie z niecierpliwością czekałam na jego koniec… Miałam ochotę co chwilę spoglądać na zegarek i odliczać ile czasu pozostało do końca. Owszem, były już takie sztuki, które mi się nie podobały, ale nie chodziło w nich o monotonię. W „Dynastii” jednak dominowało zbyt dużo momentów nudnych, wręcz wyczerpujących dla widza. Co bym się chciała skupić na sztuce, to nie mogłam, zbyt nużące. Wymagało ode mnie maksimum sił, aby choć troszkę się skupić na tym, co aktorzy chcą nam przekazać. Tak, bo właśnie aktorzy przekazują nam treść zawartą w scenariuszu.
    Scenografia – robi wrażenie, nawet jestem skłonna powiedzieć, że przyciąga uwagę, jest niecodzienna. To chyba by był jeden z nielicznych plusów, bo kolejnym jest świetna gra aktorska i parę elementów humorystycznych. Muzyka momentami była całkiem niezła, też można zaliczyć do plusów. Reszta? Kompletnie nieprzemyślana. Nudne, monotonne monologi Stevena, niepotrzebny motyw z kamerą, kojarzący się (jak wyżej wspomniano) z Opętanymi. Tylko w tym wypadku irytuje, zamiast zwracać uwagę. Należałoby popracować nad sprzężeniami, niemiłe dla ucha „piszczące” dźwięki dekoncentrują. Długość spektaklu w porównaniu z akcją rozgrywającą się na scenie zupełnie nie pasuje. Lepiej skrócić, a przekazać więcej istotnych rzeczy. To straszne, kiedy widz się nudzi, a spektakl „rozwleka” się w czasie. Końcowa scena – golizna, bita śmietana, wątek homoseksualny nie są zbyt zrozumiałe. Nieuzasadniona nagość i chaos na scenie. Po co to wszystko? Nie mam pojęcia.
    Znając sztuki p. Korczakowskiej można się spodziewać spektaklu trudnego w odbiorze. Jednak w tym wypadku wrażenie jest takie „Dynastia telewizyjna – tasiemiec bez wyraźnej fabuły, więc w spektaklu również o nic nie chodzi”. Również podpinam się pod powyższymi komentarzami związanymi z wywiadem.

  • Nie wierze, ze powyższe opinie są z tego samego spektaklu, który TEŻ wczoraj widziałem. Teatr nie jest od odtwarzania, już raczej do zmieniania tych, co do niego wchodzą. Wiec mnie spektakl NATALII KORCZAKOWSKIEJ W ISTOCIE ODMIENIŁ.
    Ale do rzeczy: jeżeli ideowo rozumieć Dynastię, to trudno nie zauważyć, że w podtytule jest SM (Sclerosisi multiplex), czyli zmora współczesnej neurologii (nie jestem lekarzem). A na kulturowe SM cierpi całe społeczeństwo, które z przyjemnością wybiera cyrk i banji, ale posłuchać na swój temat uwag, co to ranią bezkarnie – to już nie zazbytnio. Natalia nie robi teatru po to, żeby pocieszać. Ale żeby drażnić ( i jak rozumiem – ten cel, sądząc po powyższych opiniach osiągnęła), rozkojarzać, poruszyć sumienie w garsonkach.
    Bo kto nie chciałby być imperatorem w Denver? Prawda? Ale to nie chodzi o dyktaturę sensów, które wynikają z narzucania swego punktu widzenia. Już raczej o brak samozadowolenia, bo to przecież zawsze jest reglamentowane, nawet jeśli powierzchniowy blichtr kusi pocieszeniem, ot choćby jak przedłużenie młodości w postaci operacji plastycznej.
    A co nie jesteśmy tacy? Otóż jesteśmy, tylko nie lubimy jak ktoś to bezkarnie obnaża. A Natalia Koraczakowska ma tę właściwość i odwagę, by sztukę traktować poważnie. Co wielce w jej reżyserowaniu cenię.
    Niepoważnie traktuje nas zbyt dużo „podmiotów” twórczych, byśmy umieli poczuć się jak stopienie z realem głupcy.
    Wiec mam zupełnie inne przewidzenie: wróże spektaklowi MEGASUKCES, właśnie z tego powodu, że jest ostentacyjnie antywakacyjny. I że trzeba na nim pomyśleć, z czego się śmiejemy w trakcie trwania sztuki.
    Prosze pamiętać – na SM nie ma lekarstwa. Ani żadnego pocieszenia. Można tylko opóźniać efekty zwyrodnień i spustoszeń, które sieje choroba. Spektakl Natalii Koraczkowskiej skutecznie przed tym przestrzega. I wcale nie chodzi o chaos czy gołe tyłki. Tych pełno jest wszędzie. Chodzi o to, by znaleźć w sobie odwagę, by zrozumieć o co w przedstawieniu chodzi. Trudno to zobaczyć przez pryzmat przeźroczystości super dobre jakości silikonu.

  • Należy także pamiętać o pewnej rzeczy. Jeżeli komuś nie spodobała się „Dynastia”, to wcale nie oznacza, że nie lubi, nie rozumie sztuk p. Korczakowskiej i w ogóle jest anty. Nie zawsze tak jest. Przykładowo „Nelly”, bądź „Śmierć człowieka wiewiórki” są dla mnie zupełną przeciwnością w porównaniu do „Dynastii”. Choćby w tym pierwszym – również nie ma odtworzenia „Skrzywdzonych i poniżonych”. Będąc bywalcem w teatrze jasno, klarownie widać, że teatr nie jest do odtwarzania. Zresztą, po co odtwarzać to, co już było? Zawsze muszą być jakieś zmiany, jakieś odmienne przesłanie. Przecież nie chodzi o to, aby powtarzać coś, co już zostało zrealizowane.
    Owszem, w spektaklu można dostrzec to, co zostało zawarte w podtytule, czyli wspomniane SM. Jeśli tylko ktoś wie, czym owe SM w ogóle jest. Jednakże dla mnie forma przekazu jest nudna i nudna pozostanie. Zbyt wiele zbędnych momentów, a chaotyczna końcówka wywołuje zamęt i całość przestaje być przejrzysta.

  • Odwołując się do wypowiedzi Milana Lesiaka – co innego „drażnić sumienia”, a co innego irytować. Niczego nie cenię bardziej u reżysera, jak odwagi i umiejętności wbijania nam szpileczek, obnażania tego, jacy jesteśmy i zmuszania do dialogu. I np. na spektaklu „Był sobie Andrzej Andrzej Andrzej i Andrzej” wielokrotnie przyznawałam sobie w duchu z goryczą: faktycznie, tacy jesteśmy, tak jest, tak to wygląda. Niestety, nawet jeśli właśnie takie były założenia reżyserki „Dynastii”, moim zdaniem, nie udało się. Tak, jak pisałam wcześniej, po wywiadzie z autorem tekstu spodziewałam się czegoś niełatwego i ważnego, a otrzymałam irytację formą, poczucie braku pointy i braku impulsu do dyskusji – jedynie chęć wyrażenia swojego rozczarowania.

  • Może źle rozumiem, ale osią spektaklu Natalii Korczakowskiej jest fakt, że daleko łatwiej nam przychodzi przeżywanie rzeczywistości serialowej (tzw. życia w megacudzysłowiu) niż włąsnych spraw. Bo przecież nad swoim życiem skupić się najtrudniej. Jeszcze się czegoś dowiemy, prawda? wiec lepiej nie ruszać kupy, bo będzie bardziej śmierdzieć. Wiadomo. Mam jak najlepsze zdanie o tym, co dostałem w zamian: ostrzeżenie, że lepiej nie ufać tym, co prawią nam komplementy. Bo to najczęściej (zawsze?) głupcy. Nie uważacie, Drogie Panie i Drodzy Panowie? Oczywiście, jesteśmy łasi na grzeczne słowa. Jak tego, żeby doznać (za?) łatwego pocieszenia. Ale te można poczytać sobie w Tinie albo w Twoim Stylu. TEATR (mam nadzieje) jest od czegoś INNEGO. Dlatego BRAWO!!!! PANI NATALIO!!!! ML

  • Spektakl, jakichkolwiek by ze sobą nie niósł treści jest ekstremalnie nudny, to wszystko o czym chciała reżyserka powiedzieć ginie pod natłokiem nudy i braku jakiegokolwiek napięcia między aktorami, są tylko sztywno wykonywane zadania aktorskie, które wydają się całkowicie bezcelowe a miejscami głupie i pretensjonalne. Tego się nie da oglądać.

  • Rozumiem, ze kolega (kolezanka?) Kappa – to ekspert teatralny, prawda?
    Nie oczekuj od sztuki pocieszenia, bo wezma Cie za glupca. I bedziesz sluchal komplementow jedynie. A komplementuje sie TYLKO glupcow.
    Nie wiem, czy mozna AZ tak nie zrozumiec przedstawienia, ale widac to sie zdarza. (Nie)Pozdrawiam, ML

  • Jakże to irytujące! Milanie Lesiaku, odpowiadasz na każdy komentarz, a odnoszę wrażenie, że chyba żadnego nie czytasz/nie rozumiesz. Kappa nie zarzucił/ła „Dynastii” braku oferowania pocieszenia, komplementów czy podejmowania trudnych tematów, zwrócił/ła uwagę na inne aspekty, a Ty mówisz ciągle o jednym. A żeby wyrażać swoje zdanie o spektaklu nie trzeba być przecież ekspertem.

  • Rozumiem, panie Lesiak, że pan jest takowym ekspertem. Więc chyba naiwności własnej zarzucić muszę wiarę, że „ekspert” posiadający rozległą wiedzę z zakresu KULTURY, będzie potrafił zrozumieć, że nie każdemu dane dzieło podobać się musi i nie będzie umniejszał inteligencji widzów i atakował każdego, posiadającego inny gust niż on sam. Teatr istnieje dla widzów, nie tylko „ekspertów”.
    Rodzi się pytanie: Co kieruje panem Lesiakiem, że tak zawzięcie broni „Dynastii” jakakolwiek by nie była, ktoś za to płaci za tą „Wojnę z Niewiernymi”, czy decydują tu inne „zakulisowe” względy? A może to tylko typowe dla Nowego Teatru, ekstremalne klakierstwo (czy wręcz „kibolstwo”) z jakim spotykamy ostatnimi czasy niezmiernie często wśród komentatorów Szaniawskiego?

  • Można zrozumieć spektakl DOSKONALE, a wciąż go NIE LUBIĆ. Cóż w tym zadziwiającego?
    Czytanie ze zrozumieniem się kłania.
    Doprawdy, zadziwiające…

  • Rozmawianie na poziomi emocji – to mega nuda.
    Nie zadaje sie z kims, kto mnie komplementuje albo obraża. Bo to swiadczy o rozmowcach. A awantura jest jest wtedy, gdy dajesz sie w nia wciagnąć. Wiec sie nie dam. I zachecam do czytania, zyczliwie.
    Milan Lesiak

  • Spektakl obejrzałem wczoraj w ramach festiwalu „Boska Komedia”.

    Niestety, uważam, że stanowi ona przykład całkowitego rozminięcia się celów oraz środków wyrazu.

    Zakłócenie decorum: przerost formy nad treścią. Tak charakterystyczny dla Nowego Teatru…

    Motyw gejowski, goliznę, tęczowe flagi, pianę, sprzężenia – uważam za nieuzasadnione z punktu widzenia komunikatu.

    Całość odebrałem jako bezładną, bełkotliwą i nudną.

    Nieznośne, irytujące, płaskie.

  • Do mnie ten spektakl również nie przemawia. Są może dwie, góra trzy sceny, które są znośne do oglądania. Reszta to, jak już było wspominane bełkot, nuda i rozwlekanie w czasie. Cenię twórczość Natalii Korczakowskiej, spektakl Nelly należał do jednych z moich ulubionych, ale na Dynastii zawiodłam się okropnie. Nie ma w nim nic, co by przykuło moją uwagę. Siedziałam na widomi i zastanawiałam się, kiedy to coś się skończy, to była dla mnie jedna wielka tortura. Nic go nie ratuje, nawet gra aktorska [której niczego zarzucić nie można].
    Monologi pana Zarzeckiego były tak strasznie nużące, tak przypominające Hincza [z Opetanych, to mmm, yyy itd], miało się wrażenie, że nie zna tekstu i szyje…
    Kamerka to kompletny niewypał. Po co je wciskać do każdego spektaklu. Była w Nelly, była w Gwieździe śmierci, Opętanych… jest wszędzie. W Opętanych czy Nelly nie przeszkadzała, ale tutaj… istny koszmar, to piszczenie, mlaskanie… okropieństwo.
    Każdy może mieć swoje zdanie, moje zdanie jest takie- spektakl nudny, rozlazły, pusty i jedyna myśl mu towarzysząca- ‘niech jak najszybciej się skończy!’

Ostatnio skomentowane: