Sceny „balkonowe” według Jeana Geneta
Nagroda w kategorii „Młodzież szkolna”
Gustaw Grochowski
Godło: Merlucjusz
Sceny „balkonowe" według Jeana Geneta.
Najnowszym spektaklem wałbrzyskiego Teatru Dramatycznego jest „Balkon” Jeana Geneta w reżyserii Artura Tyszkiewicza. Sztuka opowiada o klientach i pracownicach domu publicznego w mieście ogarniętym rewolucją.
Bohaterów spektaklu poznajemy w wydawałoby się normalnej sytuacji. W konfesjonale ksiądz spowiada młodą zakonnicę. Przy każdym cięższym grzechu wymownie spogląda on na zakonnicę, nie jest to jednak spojrzenie karcące, a pełne podniecenia i pożądania. Po chwili zauważamy, że suknia zakonnicy nie jest typowa. Ma bowiem długie boczne rozcięcia, odkrywające nogi oraz głęboki dekolt na plecach. Dopiero wtedy uświadamiamy sobie, że jesteśmy świadkami „spełniania życzeń” w ekskluzywnym domu publicznym. Nie jest on jednak zwyczajny, szefowa, Irma, (Irena Wójcik) nazywa go z upodobaniem „Wielkim Balkonem". Mężczyźni nie przychodzą tu dla samego seksu, przychodzą, aby poczuć się kimś lepszym i spełnić swoje marzenia, by wreszcie mieć nad kimś władzę absolutną. Irma pilnuje, aby rekwizyty, używane podczas inscenizacji, były autentyczne, a jej pracownice zaspokajały wszystkie fantazje klientów.
W kolejnych scenach oglądamy Sędziego i Generała, którzy, tak samo jak Biskup, wcielają się w role, o których zawsze marzyli. W wyniku rewolucji będą mogli pełnić je w rzeczywistości, ale jeszcze nie mogą tego wiedzieć , więc spełniają się w wyimaginowanym świecie. W chwili gdy Irma zostaje nową królową, jej klienci dostaną funkcje, które Irma kreowała dla nich w swoim domu. Jest to przełożenie fikcji kreowanej w „domu złudzeń" na fikcyjne zależności w rzeczywistości. W zachowaniu bohaterów widzimy próby zachowania wszechobecnej fikcji, jednak giną one w natłoku otaczających spraw. Dalszy ciąg pierwszej części sztuki rozgrywa sie w gabinecie Irmy, który jest centralnym punktem „Balkonu". Jest to duże pomieszczenie pomalowane w zdecydowane czarno-czerwone barwy. Po lewej stronie widzimy rząd luster, które służą pracującym tu kobietom do charakteryzacji, a po prawej biurko Irmy, na którym groteskowo połączone są nowoczesny monitoring i stara maszynka do liczenia. Przy tym stole siedzi Carmen, prawa ręka Irmy, licząc zarobek całego dnia. W relacjach obu kobiet możemy dostrzec wyraźne napięcie. W nieszczerej rozmowie, która jest psychiczną bitwą, obie chcą coś sobie przekazać i coś wywalczyć. Carmen, powierzchownie chłodna, kryje w sobie duży żal i niechęć w stosunku do Irmy. Fałsz w ich wzajemnych relacjach prowadzi do skrajnego „uteatralnienia” ich zachowań. Świetnym poparciem tej tezy jest sytuacja, gdy Carmen próbuje zrzucić Irmę z wózka inwalidzkiego. Najpierw Irma wstaje z wózka i kładzie się na podłodze, a dopiero później Carmen zaczyna tym wózkiem trząść. Sytuacja ta potwierdza, że mieszkanki domu nie chcą lub nie potrafią wyjść z granej przez siebie roli.
Brutalność rewolucji sprawia, że mimo grożącego niebezpieczeństwa, w „Wielkim Balkonie" pojawia sie coraz więcej mężczyzn pragnących, aby kobiety spełniały ich życzenia. Jednocześnie „męskie oblicze" rewolucji sprawia, że buntownicy na swoja przywódczynie wybierają Chantal, a królową zostaje Irma. Mimo rewolucji nic się nie zmienia, fikcyjne rządy zmieniają się w rządy wykreowane w domu publicznym, przywódczynią rewolucji jest jego pracownica, a królowa zostaje „burdel-mamą". Rewolucja jest tak samo bezsensowna jak bezustanna zmiana osób władających krajem.
W drugiej części spektaklu na scenie pojawiają się buntownicy pod postacią rockowego zespołu PEHA (w składzie Krzysztof Chwaliński, Daniel Guzik, Krzysztof Skorubski/Piotr Sobota). Wprowadzają oni do sztuki dużo dynamizmu i pozytywnej energii, jednak wezwanie inspicjentki :buntownicy na scenę, buntownicy na scenę, proszę", zdradza, że tak naprawdę buntu nie ma. Tak samo nieprawdziwa jest miłość Rogera (Łukasz Brzeziński) i Chantal (Agnieszka Przepiórska), która została przedstawiona w konwencji landrynkowe telenowelowej. Oboje zakochani występują w mokrych, białych ubraniach, a rozstaniu towarzyszy melancholijna melodia. Kolejny epizod, objawienie Matki Boskiej (Marta Zięba), też na początku wygląda na cud prawdziwy. Zwraca sie ona bezpośrednio do widowni, pełna wiary i natchnienia, w wyciągniętych rękach trzymając serce. W tle słyszymy piosenkę „If it be your will” śpiewana przez Antonego Hegarty. Jednak piosenka sie kończy, a Matka Boska podnosi do góry suknie i kłania sie publiczności. To było tylko przedstawienie, a serce ofiarowane przez św. Marię tandetna zabawka kupiona w wyprzedaży powalentynkowej, w supermarkecie.
W przeciwieństwie do Matki Boskiej, Chantal swoją pieśnią nie potrafi poderwać widzów do oklasków, mimo że kilka razy wyciaga ku nim mikrofon. Carmen ma łatwiejsze zadanie, ponieważ oklaski dla niej są puszczone z taśmy. Chantal, przegrywając swoją misję, umiera i jako jedyna oddziela fikcję od prawdy, l właśnie dlatego jej pogrzeb nie może sie odbyć. Żałobnicy, ubrani w lekko uśmiechnięte maski, próbują przenieść katafalk, na którym leżą jej zwłoki ku przodowi sceny, lecz za każdym razem, gdy sie zbliżają, upadają. Nie są oni zdolni dokończyć ceremonii. Po raz pierwszy nie udaje się stworzyć widowiska, przeszkadza w tym prawdziwa śmierć, śmierć w imię wyższych wartości.
W takich okolicznościach nie zostaje nic innego niż odgrywać role. Biskup, Sędzia i Generał prezentują swoje programy, robią sobie zdjęcia, które są tak samo bezsensowne jak ich działania. Generał zamiast buławy ma pejcz, Biskup klęcząc przyjmuje komunie, dawana mu przez Sędziego. Zamiast opłatka, którego zabrakło, jest moneta, ale to nie ma znaczenia, a i tak wygląda na zdjęciach identycznie. „Oto prawdziwy obraz złożony z fałszywego widowiska" – podsumowuje to wszystko Irma.
Scenografia, która przygotował Jan Polivka, imponuje rozmachem. Sześciany, które z jednej strony są miejscem rozrywek spragnionych seksu mężczyzn, z drugiej stają się elementami ścian i korytarzy budujących „Wielki Balkon". Imponuje także muzyka, przygotowana przez samego reżysera, która bardzo dobrze współgra z treścią sztuki. Wyśmienicie odgrywają swoje role aktorzy, Dariusz Maj jest równie dobry jako Biskup jak i kreujący się na Fidela Castro komendant policji. Świetnie grają również inni: Andrzej Szubski, Piotr Wawer, Ryszard Węgrzyn, Irena Wójcik, Agnieszka Przepiórska a przede wszystkim Marta Zięba. „Balkon” to udana inscenizacja, zespołowy aktorski popis.
Przedstawienie przypomina klimatem teatr Gombrowicza, jego groteskowe obrazy schematów ludzkich postaw i masek, które na siebie wkładają. Bohaterowie „Balkonu" przybierają kolejne „gęby”, a ich zachowania są grą pozorów. Razi w nich sztuczność i fanfaronada, a przeraża brak autentycznych uczuć.
Relacje międzyludzkie i przesłanie utworu koreluje także z wizjami katastroficznymi Witkacego w „Szewcach”. Walka o władze, „zbydlęcenie”, wyuzdany erotyzm… Oglądając „Balkon” nie można się uwolnić od porównań i nie dojść do wniosku, że zarówno Gombrowicz, Witkacy, jak i Genet byli swego rodzaju wizjonerami, kreując w I połowie XX wieku przerysowany obraz rzeczywistości nam współczesnej. Trudno bowiem nie dostrzec, jak bardzo fikcja teatralna zbieżna jest ze światem, w którym przyszło nam życ.




















