Róża z rajskiego ogrodu…
Wyróżnienie w kategorii „Młodzież szkolna”
Gustaw Grochowski
Godło: Gutek
Róża z rajskiego ogrodu…
Spektakl „Oskar i Pani Róża" jest adaptacją książki (pod takim samym tytułem ) francuskiego dramaturga, pisarza i filozofa Erica-Emmanuela Schmitta, która bardzo szybko stała się bestsellerem i okrzyknięto ją „wydarzeniem literackim na miarę Małego Księcia”.
Sztuka opowiada o losach ciężko chorego Oskara (Aleksandra Cybulska), leżącego w szpitalu. Opiekuje się nim Pani Róża (Lidia Michałuszek) wolontariuszka, która próbuje osłodzić mu ostatnie dni życia i pomóc pogodzić się z tym, co go czeka. Róża organizuje mu czas, potrafi wzbudzić w nim radość. Pod jej wpływem Oskar zmienia sie z zamkniętego w sobie i zagubionego chłopca, w osobę otwarta i ciesząca się z życia, którego pozostało mu bardzo niewiele. Dzięki niej również poprawia swoje stosunki z rodzicami. Róża, osoba bardzo wierząca, chce zaszczepić wiarę w Boga w chłopcu, który, mimo początkowej niechęci, przystaje na propozycję pisania do Niego listów. Na początku zachowuje duży dystans w stosunku do Boga, jednak szybko zauważa, że pisanie listów pomaga mu oswoić się ze śmiercią i poczuć radość życia. Oskar zaprzyjaźnia się z Panią Róża i nazywa ja „Ciocia Róża”. Ona natomiast opowiada mu różne historie. Najbardziej lubi słuchać, gdy Róża wspomina swoją karierę zapaśniczki. Nazywano ja „Dusicielką z Langwedocji”. Róża wymyśliła tę historię, jednak jej zwycięstwa dawały Oskarowi siłę do walki z chorobą i bólem, oraz wiarę w siebie.
Gdy Róża dowiaduje się o tym, że jej podopieczny wkrótce umrze, wymyśla „zabawę", która polega na tym, że każdy dzień jest dziesięcioma latami życia. Pozwala to Oskarowi w dwanaście dni poznać wszystko, co w życiu najważniejsze. Przyjaźń, miłość, radość, wiarę, cierpliwa ufność wobec cierpienia i umiejętność przeżywania wszystkiego, co niesie ludzki los. Doświadcza więc także mroku zwątpień, smutków dorosłego życia, kryzysu małżeńskiego i wielu innych stanów. Żyje pełnią życia i docenia jego urok. Odchodzi pogodzony z rodzicami, Bogiem i koniecznością śmierci.
Spektakl nie traktuje wcale o umieraniu. Śmiertelna choroba Oskara stała sie pretekstem, wstępem do refleksji o sensie życia. Jakże często w natłoku codziennych zmagań i kłopotów nie dostrzegamy, że w gruncie rzeczy jest ono piękne. Nie umiemy zdystansować się wobec tego, co już przeżyte, albo marzymy, planujemy, co dopiero przyjdzie. Zapominamy, że bycie tu i teraz, radość z tego, co jest, z każdej chwili może dać siłę i szczęście. Oskar uczy sie więc kochać ludzi, dawać miłość, próbuje zrozumieć siebie i innych, paradoksalnie, w chwili śmiertelnej choroby, czuje się szczęśliwszy niż wielu z nas, którzy żadnego dramatu egzystencjalnego nie przeżywamy.
Choroba chłopca zmienia jego sposób patrzenia na świat. Jednak to pani Róża nadaje temu spojrzeniu właściwy kierunek. Kim jest tytułowa pani Róża? Wolontariuszką, wspaniałą kobietą, byłą zapaśniczką… A może Aniołem Stróżem? Gdy z Oskarem odwiedza kosciół, spływa na nich snop wiekuistego swiatła – może to znak, że misja kobiety dobiegła końca? A może znak, że każdy z nas, bez względu na okoliczności, potrzebuje przyjaźni, wsparcia i zrozumienia, a wiara i miłość mogą zdziałać cuda?
Gdyby czytać symbolikę róży – to przecież znak Chrystusa, ale także symbol piękna, miłości i cierpienia. A czym jest życie, jeśli nie cierpieniem, pięknem i miłością właśnie? l obecnością Chrystusa, jeśli się w Niego wierzy?
Interpretując przesłanie tekstu, łatwiej zadawać pytania niż formułować odpowiedzi. Jest on bowiem raczej przypowieścią o życiu i człowieku, filozoficzną metaforą, chociaż opartą na konkretnej i świetnie opowiedzianej (przez autora książki i reżysera sztuki) historii.
Aktorzy wspaniale odegrali swoje role. Aleksandra Cybulska jako Oskar wzrusza i pokazuje, że jest naprawdę bardzo dobra aktorka. Potrzeba naprawdę wielkiego talentu, by tak przekonująco zagrać dziecko, w dodatku innej płci. Świetnie spisała się także Lidia Michałuszek, która swoją grą wprowadza dużo ciepła do sztuki. Wydobywa ze swej bohaterki mądrość, spokój i dobro.
Reżyserem spektaklu jest Andrzej Szubski, aktor wałbrzyskiego teatru, którego znamy ze sztuk takich, jak na przykład : „Lot nad kukułczym gniazdem” w reżyserii Mai Kleczewskiej i „Córka Fizdejki” Jana Klaty. Mimo skromnego doświadczenia reżyser poradził sobie świetnie z tekstem Erica-Emmanuela Schmitta, tworząc wspaniałe i wzruszające dzieło, dające do myślenia za każdym razem, gdy się je ogląda, na długo pozostające w pamięci. Sugestywne i lirycznie jednocześnie.
Scenografia przygotowana przez Izę Toroniewicz jest skromna, ascetyczna, ale świetnie odwzorowuje sytuację panująca w hospicjach i szpitalach. Łóżko, kilka kartek papieru i figurki z origami muszą zastąpić Oskarowi cały świat. Sugestywna gra światła i ciemności buduje nastrój i dramaturgię spektaklu. Muzyka harmonijnie dopełnia całości.
Dodatkowym walorem sztuki jest to, że część dochodu zasili konto wałbrzyskiego hospicjum. Miło jest oglądając spektakl, mieć świadomość, że my także w jakimś stopniu pomagamy nieuleczalnie chorym ludziom. Do biletu każdy widz dostaje naklejkę „Wielka Sztuka Codziennej Pomocy", którą, wraz ze swoim podpisem, może umieścić na dużej tablicy umieszczonej we foyer teatru.
Warto obejrzeć tę sztukę, warto do niej wracać. Za każdym razem robi wrażenie, za każdym razem zmusza do refleksji nad sobą samym…





















Guuuuuuuuuuutek ;******