Dzień drogi do stolicy

Nagroda w kategorii „OPEN”

Jarosław Zając

Godło: Derkacz

 

Dzień drogi do stolicy

    "Patrz pan, to teraz w Starej Trupiarni sztuki pokazują… – spytany o drogę stróż wskazuje ręka – O, to tam… a pan wie, że ja tam na weselach grywałem? I ojciec mój grał…"

Trupiarnia. Dom weselny. Teatr. Ciekawie się zaczyna.

Szczerze mówiąc to na początku kręciłem nosem. Wydumane miejsce na odludziu, ścisk na schodach i w korytarzu, jakieś tanie sztuczki z rozdawaniem porcelany. Wyglądało to na łatanie treści forma. Jednak kiedy dostrzegłem naburmuszona buźkę paniusi, której trzeci już raz nie pociekło z samowara, zrozumiałem, że to działa. Zrozumiałem, że ktoś miał tu wizję – wizję podupadłego domu i żyjącej w nim podupadłej rodziny. I wizję tę konsekwentnie wprowadził w życie. Od tego momentu jakby wszystko wskoczyło na swoje tory. Gra aktorów zaczęła się podobać, więcej, wszyscy świetnie wpasowali się w swoje role. Tytułowe trzy siostry wypadają bardzo przekonująco – może tylko Irina Moniki Fronczek jest z początku nazbyt irytująca w swojej przerysowanej, szczeniackiej pozie. Agnieszka Przepiórska szara do bólu – prawdziwa, zdawałoby się pogodzona z losem, nauczycielka. Kwintesencja prowincjonalizmu. Za to kiedy Marta Zięba mówi: „…trzydziestu oficerów!”, to ich duchy zdają się tłoczyć tuż za jej plecami. Jej gra jest alegoria dawnej świetności. I uświadamia nam skalę upadku rodziny Prozorowów.

To przedstawienie najlepiej trafi do ludzi w wieku średnim. Tych pamiętających jeszcze lekcje rosyjskiego, tych obowiązkowo wcielanych do TPPR-ów, tych potrafiących prawidłowo odczytać wypisane cyrylica słowo MOCKBA. Ci ludzie do dziś recytują z pamięci wyuczony w czwartej klasie „Dzień zwycięstwa" a gwizdane melodie rosyjskich standardów chwytają w lot. Ich wciąż wzruszają ckliwe  "********" i gdzieś tam, nawet intuicyjnie, rozumieją przejście pięknej melodii w kakofonię.

„Trzy Siostry" to smutna sztuka. Tym bardziej, że znów o nas, małomiasteczkowych dziewczynach, śniących swe sny o wielkości. Któż lepiej niż my, Wałbrzyszanie, wyłapie te wszystkie prowincjonalne smaczki? Któż lepiej niż my, Polacy, zrozumie słowiańską duszę Czechowa? Kawałek Rosji w Polsce? A może kawałek Polski w Rosji?

Na „Trzy Siostry" pójść trzeba – wyjdziecie z teatru, starej trupiarni, smutni, ale i trochę madrzejsi. Widząc siebie, swoje żony i córki na scenie, nabierzecie dystansu do swojego życia. Wyjdziecie szczęśliwsi.

wersja pdf

Ostatnio skomentowane: