Dreiland-Trójkraj-Trojzemi
Johannisplatz w Zittau to niewielka przestrzeń wciśnięta w zabytkową zabudowę przygranicznego miasteczka. Kilka godzin przed prapremiera „Dreilandu" panowała tam kompletna cisza (jeśli nie liczyć potwornego wiatru przewracającego wszystko, co napotkał po drodze…). Podziwu godny spokój niemieckich kolegów wprawiał w zdumienie słynącą z niejakiej nerwowości polska ekipę. Niestety nie dane nam było zobaczyć narastającego napięcia przedprapremierowego, bo „Dreiland" dla publiczności zacząć się miał w budynku teatru Gerharta Hauptmanna.
Początek okazał się niezupełnie teatralny, bo przez półtora godziny monumentalne, siedemdziesięcioletnie foyer rozbrzmiewało trójjęzycznym gwarem rozmów i przemówień. Trzeba przyznać, że lokalne i państwowe władze potraktowały inicjatywę Teatru w Zittau niezwykle poważnie, uznając ją za znaczący wkład w likwidowanie podziałów między państwami. Było poważnie, wzniośle i z szampanem… Polityczno-społecznym aspektom „13 tygodnia Europy krajów Związkowych" złożono zatem stosowną daninę i myśl można było zwrócić ku sztuce. Symboliczne wywieszenie flagi Dreilandu-Trzykraju-Trojzemi zakończyło część oficjalną i być może zapoczątkowało nową epokę w kontaktach instytucji kulturalnych styku trzech granic.
Wrażenia artystyczne musiały poczekać na zmierzch. Pogoda nieco zawiodła gospodarzy. Było zimno i niebiosa groziły nieustannie solidnym opadem. Całe szczęście, że przyroda – która zafundowała Dreilandowi-Trójkrajowi-Trojzemi rzekę graniczną (i kilka innych naturalnych barier) – miała dość litości, powstrzymać ulewę (do następnego dnia…). Lodowate podmuchy wiatru gospodarze opanowali przy pomocy koców rozdawanych publiczności i można było zaczynać przedstawienie. Zrobiło się głośno, kolorowo i trójnarodowo. Chwile grozy przeżyli widzowie, gdy nad głowami przetoczyła się z hałasem zapowiedź nawałnicy. Szczęśliwie burza nie odebrała widowni szans na dotrwanie do końca opowieści o władcach trzech królestw zmagających się (w trzech językach) z przepowiednią olbrzyma.
A po spektaklu całe międzynarodowe towarzystwo udało się… Ale to już nieoficjalna część opowieści o pracy nad integracją europejską.



















bardzo piekne, kolorowe, interesujące i przede wszystkim nie nudne przedstawienie. A nasi polscy-wałbrzyscy aktorzy zdecydowanie wyróżniają się spośród innych, niemieckich i czeskich aktorów.
bardzo fajne!!!!!! a będzie to można zobaqczyc w Polsce?
Miejmy nadzieję, ze kiedyś będziemy mieć okazję. Z chęcią zobaczyłabym naszych Aktorów w takim spektaklu:) Słyszałam że spektakl niesamowity:)
Pozdrawiam:)