Rozmowy o śmierci – część druga
Róża wierna
O aktorstwie, uczącym życia i śmierci, oraz o bliskości w cierpieniu z Lidia Michałuszek rozmawia ks. Roman Tomaszczuk.
(…) Łatwo było Pani wejść w te rolę?
- Wiele zależy od tego, komu się ufa przy odczytywaniu roli, przy wchodzeniu w prawdę o niej. Ja zawsze modlę się do Ducha Świętego.(…) świat, który ona [Róża] objawia Oskarowi, jest moim światem – tym, którym żyje na co dzień.(…)
Róża – to kobieta, która jest przewodnikiem dla umierającego chłopca. Skąd miała tyle siły, by malcowi towarzyszyć?
Ona się tego nauczyła w kontakcie z cierpieniem.(…) W pewnym sensie Oskar ją poprowadził w głąb swego kończącego się życia.
Zatem można się nauczyć towarzyszenia w cierpieniu? Można się tego nauczyć podczas waszego spektaklu?
Nie jest to cała prawda o doświadczeniu cierpienia, ale na pewno jej fundament Zresztą jest coś niepowtarzalnego w każdym ludzkim zmaganiu z chorobą, ze zmierzaniem ku śmierci. Moja mama jest chora na Parkinsona, więc ocieram się o rzeczywistość Oskara każdego dnia. (…) Po premierze miałam wewnętrzną potrzebę zobaczenia budującego się hospicjum. Poszłam tam po porannej mszy świętej i byłam dumna z tego, że poprzez sztukę mogę wesprzeć to dzieło. (…)
Łatwiej jest towarzyszyć umierającemu czy umierać samemu?
Nie potrafię odpowiedzieć księdzu na to pytanie. (…) Nie boję się śmierci, bo mam głębokie wewnętrzne przekonanie, że życie zmienia się, ale się nie kończy.
(…)
(fragmenty wywiadu z Lidią Michałuszek, odtwórczynią roli pani Róży w spektaklu „Oskar i pani Róża" – Gość Niedzielny – Gość Świdnicki 5 listopada 2006)


















