Kronika Fanaberii: Dzień drugi – Masłowska!
Przybyły do nas tłumy widzów. Wielu było młodych ludzi, ale spotkałam też grupkę sędziwych wielbicieli talentu Doroty Masłowskiej. I wytrwali do końca spektaklu, choć po przerwie widownia zaczęła miejscami świecić pustką.
Jesteśmy na to przygotowani – stwierdził później podczas dyskusji jeden z aktorów – ci, którzy pozostają z nami to ta fajna widownia.
Wyznam, że "Paw królowej" mnie również zaszokował i też miałam ochotę, głęboko skrywaną, uciec i już nie słyszeć, nie widzieć… obrazu naszego życia, prawdziwego aż do mdłości. Zresztą w drugiej części główny bohater(?) folguje sobie w ten sposób. Po przerwie było inaczej, jakby bardziej teatralnie. I znów pomyślałam sobie, że po to aktorzy zgotowali na wstępie widzom już nawet nie zimny prysznic, lecz raczej wodospad – istną Niagarę – żeby wypróbować nas, oczyścić, sprawić nam swoisty katharsis… Kiedy już przebrniemy przez te wulgaryzmy, prostactwa codzienne itd. i staniemy się właściwą publicznością – to, bez złudzeń, nie zobaczymy teatru tradycyjnego.
Dla mnie to spektakl rewolucyjny, burzący schematy… Wykonawcy przyznali, że -by go zrobić- musieli zapomnieć o tym, czego nauczyli się w szkole. A publiczność im w tym pomogła, bo szybko zaczęli odbywać próby w obecności widzów. Teatralni rewolucjoniści! To oni powinni włożyć, jak Kajetan z „Akvabely", koszulkę z portretem Che Guewarry. Tylko czy nasi hiphopowscy mają choć blade pojęcie kim był Che? Też mi się marzy! To spektakl okrutny również o machinie mediów…
Przecież wkrótce stanie przed wyborami, czy dać się wciągnąć w jej tryby? – pytali widzowie po spektaklu.
A może to się już stało? Na pytanie, kto podpisał kontrakt, nikt z nich nie podniósł ręki. Choć są po dyplomie i poszli w świat. Tacy są nieskalani czy chcą takimi pozostać w naszych oczach? Jeden tylko nieśmiało przyznał, że „to" staje się jakoś tak niespostrzeżenie.W każdym razie widzowie, którzy pozostali na sali zgotowali młodym aktorom owacje na stojąco. Oni w podzięce wyrywali kwiaty z kosza i rzucali publiczności. Dlatego ten kosz ma tak rozpaczliwie skromną zawartość. Stanowi jednak dowód więzi emocjonalnej między uczestnikami spektaklu.


















