Kronika Fanaberii: Dzień pierwszy – mocne uderzenie…

…teatralne oczywiście. Czekały na widzów aż trzy spektakle: różne bardzo, z zupełnie innych obszarów, ale -pozwolę tu sobie użyć wielkich słów -duchowo bliskie. 

W podziemiach

Od wczesnych godzin przedpołudniowych można było uczestniczyć w spektaklu warsztatowym Barbary Prądzyńskiej.

Dziwne to było, intrygujące… Na pozór chaotyczne, jak igraszki dorastającej młodzieży. Gdzieś nas – widzów przerzucano z pomieszczenia do pomieszczenia, nakazywano wypełnianie ankiet, przerywanych niby ważne wywiady, kazano tańczyć, głupio podskakiwać itd. Niby chaos, ale gest każdy był głęboko przemyślany i znaczył wiele w tej wędrówce, którą – jak w starej piosence – "ludzie prozaicznie życiem zwą". Nie przypadkiem podczas dyskusji o ważnych problemach muzyka była tak głośna, że niewiele można było zrozumieć, a kiedy zachęcano (raczej zmuszano) do tańca ledwie co sączyła się z głośników. Wiele elementów naszego codziennego życia było podpatrzonych i celnie wyśmianych: idiotyczne konkursy, służba zdrowia (obrazem poradni niejeden lekarz i pielęgniarki poczuli się dotknięci) itd.

Tak zakończyła się wędrówka po Instytucie Badań nad CzłowiekiemGeneralnie odczytałam to jako protest – spontaniczny, młodzieńczy, że tak dalej być nie może… zaraz te słowa padły w innym spektaklu, przywiezionym nam na Fanaberie z Hradec Karlove. Tak, podobnie wołały trzy siostry, marząc o wyjeździe do Moskwy. Stąd dla mnie to duchowe pokrewieństwo spektakli pierwszego dnia festiwalu. A podziemia Biblioteki pod Atlantami wydają się idealne do takich działań i mam nadzieję, że Basia i jej grupa znów nas tam zwabi.

U „3 sióstr"

Przed oficjalną premierą powstrzymam się przed szerszymi wywodami na temat naszych "3 sióstr". Powiem tyle, że warto wybrać się z wizytą do pewnego rodzeństwa, które los okrutny (los raczej inny nie bywa!) rzucił do pewnego powiatowego miasta. A my to niby gdzie żyjemy, jak nie w powiatowym – więc musi być i pokrewieństwo przeżyć. Nie chciałoby się wyjechać do większego – choćby Wrocławia, gdzie nawet wiosna jest cieplejsza i bardziej kwiecista? Dodam, że jazda na spektakl (zapewniona przez teatr – tam i z powrotem) stanowi dodatkową atrakcję. Jak było przed spektaklem – na zdjęciach.

Busik czeka na widzów Miły nastrój był już w drodze na spektakl. Wchodzenie do domu dziwnego. Zaproszono nas na herbatę...

... z samowara i już po wizycie.

Zniewolenie "wieczne żywe"?

To jest spektakl, który nie jest do pokazywania w każdym teatrze – powiedział dyrektor Ladislav Zeman z Klicperovo Divadlo z Hradec Kralove.
Miło nam się zrobiło. Jesteśmy festiwalową publicznością, którą się ceni. Było to podczas dyskusji po spektaklu "Akvabely" (Synchroniczne pływanie). Pozostała spora grupa widzów, mimo późnej pory. A do wymiany poglądów zachęcała, prowadząca spotkanie red. Joanna Derkaczew z "Gazety Wyborczej".

Przed teatrem autokary z czeskimi napisami. Przyjechali goście.Wniosek okazał się raczej gorzki: z komunistycznego zniewolenia wpadliśmy w tryby machiny mediów, bezwzględnej pogoni za sukcesem itp. Dzisiejsi trzydziestolatkowie podobnie jak pływak Filipek coraz częściej stwierdzają, że nie rozumieją otaczającego świata i czują się zniewolenie niczym, o ironio, ich rówieśnicy z lat komunizmu.

Były jeszcze spory o anioły ze spektaklu: rzucają lodem czy raczej same spadają symbolicznie w postaci bryłek lodu. Aktorzy z Hradca byli za pierwszym rozwiązaniem.

Po spektaklu Rozpoczyna się dyskusja... Czy możemy dyskutować tak „głęboko

Ostatnio skomentowane: